sobota, 13 grudnia 2008

Transporter 3



Nasz ulubiony Transporter Statham powraca i trzeci raz będzie coś po coś przewoził łamiąc zasady jakie narzucił sobie podczas pierwszego filmidła. Tym razem jest to ruda Ukrainka córka ważnego zioma z jakiegoś ministerstwa która jest elementem niezbędnym do szantażu jakiego dokonuje T-Bag. Nasz hiroł ma zamontowaną obrożę w stylu tej ze starego filmidła z Lambertem że jak odejdzie się od punktu czujnika to łubudu i nie ma się głowy.
Wiadomo chyba co Jason zrobi z tym wszystkim. Film może byłby spoko jeśli nie widziało się poprzedników które mimo kosmicznych akcji (tutaj tez takie są ale mniej efektowne) były całkiem dobrą rozrywka typu mordoklepka. 3 nie oferuje tutaj dużo bo większość akcji dzieje się w bryce a przy scenach walki ma się deja vu. Co gorsze to kolejny film gdzie ziom z Prison Breaka znalazł sobie rolę bad guya i nie wygląda z tym poważnie. Jeśli ktoś nie lubi tracić czasu na oglądanie filmów a do tego widział któregoś z wcześniejszych Transporterów nie warto tym jest w kinach zawracać sobie głowy.

czwartek, 11 grudnia 2008

Phantasy Star Universe

Phantasy Star Universe

Śmiało można powiedzieć że RPGi są jednym z najpopularniejszych gatunków gier których ilość i jakość ma wpływ na sprzedaż konsol. Xbox360 nie ma jeszcze takiego wsparcia jak PlayStation 2 ale z tytułami jak Mass Effect czy Lost Odysey jest na dobrej drodze by dominować na rynków konsol nowszej generacji i w dziedzinie Role Playów.
Przed pojawieniem się tych gatunkowych killerów Sega spróbowała swoich sił na rynku wskrzeszając swoją w niektórych kręgach kultową serię Phantasy Star. Wyanie takiej gry powinno zapewnić olbrzymi sukces kiedy na rynku nie ma dużej konkurencji jednak w tym wypadku plan nie wypalił.

Fabuła?
Protagonistą tej historii jest Ethan Webber- młody chłopak spokojnie żyjący sobie wraz z siostrą w jednej kolonii. Oczywiście sielanka musi zostać szybko przerwana i podczas wielkiej uroczystości dzieje się coś podejrzanego. Na stację w której przebywaj heros spadają meteory i pojawiają się potwory a co gorsza mała siostrzyczka jest w niebezpieczeństwie. Ethan wkracza do akcji wystrzela co się da zastępując w tym GUARDIANS -organizację typu policjantów najemników której nienawidzi. Siostra uratowana młodzieniec jest bohaterem więc co zostało do zrobienia rozpoczęcie wielkiej przygody jako gwiezdny policjancik. Tak zaczyna się tak jakże wspaniała przygoda której innowatorska fabuła jest dodatkowym elementem gry polegającym u większości osób na szybkim wciskaniu A żeby pominąć ważne rozmowy nad sensem życia i budową wszechświata. Cała fabuła nie wydaje się fascynująca i nie pociągnie gracza ale jest to raczej wina braku charyzmy u postaci. Nikt nie potrafi zainteresować swoją historią a główny bohater nie wydaje się przekonywający w tym co robi.

Nie tylko fabułą człowiek żyje.
Prawdę mówiąc przetrwałbym nudną i sztampową fabułę gdyby nie to że tytuł dobija Gameplay a właściwie jego monotonność. Na początku każdego rodzaju budzimy się w swojej kabinie i wysłuchujemy naszego robota. Gdy w końcu uda nam się wydostać i liczymy że teraz pora na akcje spotykają nas kolejne scenki do skipowania. Docieramy do bazy gdzie wyznaczone nam zostaje zadanie które oznacza przeniesienie się na inną planetę. Tam spotykamy ludzi z naszej ekipy którzy każą nam iść do oddziału GUARDIANS gdzie wysłuchujemy kolejnych rozmów których celem jest wytłumacznie dlaczego przez najbliższą godzinę będziemy klepać naprzemiennie X i Y. Udajemy się do bazy lotniczej i wyruszamy na polowanie. Tam walczymy zazwyczaj z dwoma max trzema typami wrogów pojawiającymi się w każdej lokacji tak jakby byli teleportowani ze Star Treka i klepiemy aż nam odcinki same wybuchną. Po drodze szukamy jeszcze czerwonych kluczy które pozwalają przejść do kolejnej lokacji. Pojawiają się one oczywiście dopiero po wytłuczeniu wszystkiego w danej lokacji. Tak to wygląda przez jakieś dwadzieścia kilka godzin. Więcto conormalnie może przyciągnąć w trywialnej grze na długie godziny tutaj odpycha od siebie każdego gracza. Napisze też o grafice bo o samej muzyce nie ma co (miałem uczucie że jest nieobecna i raczej podgrywały mi bluzgi w stronę tytułu). Phantasy Star Universe wyszło też na PS2 więc grafika nie zachwyci nikogo i staruśki Final Fantasy X wygląda przy nim znacznie lepiej i bardziej next-genowo.




Online czyli to po co zrobiliśmy gierkę.
Phantasy Star Universe został stworzony jako MMORPG (gry w stylu Wold of Warcraft czy Final Fantasy XI) czyli Single Player miał być tylko miłym dodatkiem. Radzę jednak zapoznać się z nim przed zakupem standardowej dla tego typu gier subskrypcji wynoszącej około trzech dych za miesiąc !. Lepszym wyjściem jest zapoznanie się z darmowym demem na Marketplace i sprawdzenie czy klepanie tych samych przycisków przy wsparciu nielicznych jeszcze graczy z którymi stworzymy ekipę warte jest naszej kasy.


Achievementy są przynajmniej łatwe.
Takie zdanie może wypowiedzieć ktoś kto zaglądał na stronki ze spisaną ich listą. Pewnie zgodziłbym się z taka osobą gdyby nie to że ja musiałem w tą grę grać. Ubicie potworów wydaje się łatwym zadaniem i samo wykonywanie tej czynności do trudnych nie należy lecz to co trzeba przetrwać to koszmar. Jeśli ktoś ma tyle samozaparcia by to przetrwać to gratuluję i za pokazanie mi zaliczenia gry na 100% umieszczam na pierwszym miejscu w prywatnym Hall of Fame.

Czy jest tu coś do podsumowania?
Napisałem się dość dużo o tym tytule a wszystko da się bardzo łatwo podsumować. Dla własnego dobra nie podchodzić do tego wytworu ludzi z Segi bo zapewnić może tylko nerwy i zły humor na cały dzień. Teraz wyglądam na strasznego hatera tego tytułu i tak może być naprawdę. Ja miłośnik erpegów spotkałem się z prawdziwym crapem który jednocześnie był moim pierwszym spotkaniem z moim najulubieńszym pod słońcem gatunkiem na nowej konsoli Microsoftu.

czwartek, 13 listopada 2008

niedziela, 9 listopada 2008

Bigger + Badder = Better?

Trzy literki znaczą więcej dla niejednego posiadacza 360 więcej niż tabun ekskluzywnych tytułów. GOW czyli Gears of War (PlayStation ma odpowiedź w postaci God of War) to jeden z największych przebojów jaki pojawił się na konsoli Microsoftu, to również bardzo mocny system seller. Kiedy wychodzi sequel takiego wiadomo, że nie może on zawieść oczekiwań graczy. Od piątku każdy może się przekonać czy nowe dzieło Epic udżwignie presję powiązaną z kosmicznymi oczekiwaniami fanów.

wtorek, 4 listopada 2008

Wieczór wyborczy

01:57 W Tv ludzie stwierdzają, że McCain zyskuje i może wygrać.
01:59 wg Tvp Info 3 głosy elektorskie dla Obamy a 16 dla McCaina.
02:01 Abc podaje że Obama radzi sobie lepiej w Indianie niż się wcześniej spodziewano.
02:08 102 vs 34 elektorskie
02:43 CNN twierdzi, że Pensylwania należy do Obamy i dzięki temu zostanie 44 prezydentem Usa.
03:03 102 vs 43
03 :06 174 vs 76
03:08 Lis twierdzi, że McCain potrzebuje cudu i szalenie prawdopodobne jest zwycięstwo Obamy.
03:44 na 99,9 Obama
05:19
McCain pogratulował właśnie zwycięstwa Obamie. 306 do 145

sobota, 1 listopada 2008

środa, 29 października 2008

Rap nie na dzwonki w telefonach komórkowych

...Ruck is the best rapper what does it make Rock? Make him my Twin brother....
















Płytkę Heltah Skeltah uważam za najlepszy nowy album jaki miałem okazję przesłuchać w ciągu ostatniego miesiąca. Ruck i Rock z supergrupy Boot Camp Click po wielu latach od ostatniej współpracy wydali krążek jako HS. Oczekiwania fanów zapewne były olbrzymie a część będzie narzekać z powodu umieszczenia w towarzystwie "killerów" słabszych utworów. Na szczęscie mnie to nie obchodzi, i 'jaram' się tą produkcją.





Pierwszym kawałkiem który mnie owładnął był tytułowy D.I.R.T. Beat jest typo
wym bangerem a to co z rymami wyprawiają P i Rock jest świetne(nawiązanie do mojego ulubionego serialu z HBO - The Wire)



Tracklista:
1 Intro
2 Everything is Heltah Skeltah
3 The Art of Disrespekinzation
4 Da Beginning of da End
5 Twinz
6 D.I.R.T. (Another Boot Camp Clik Yeah Song)
7 So Damn Tuff (feat. Buckshot & Ruste Juxx)
8 Insane
9 W.M.D. (feat. Smif-N-Wessun)
10 That's Incredible
11 Ape Food (feat. The Representativz)
12 Hellz Kitchen
13 Smack Muzik (feat. Flood)
14 Ruck N Roll

Co do zdania które posłużyło za tytuł tego posta, to miało ono uświadomić czym różni się ta produkcja od ostatniego Snoopa, pana Westa czy innych Fiasco.
Co prawda można wysłać wiadomość sms lub po prostu zrzucić mp3 na fona i szpanować nutą Heltah Skeltah jako dzwonkiem. Tylko czy ktoś rozpozna naszą melodyjkę i się nią zachwyci kiedy na topie jest Czesio?

Stop Hammer Time

niedziela, 26 października 2008

Jak stracić głowę na 100 sposobów?

Wystarczy udać się w przyszłości na opuszczony, zainfekowany przez dziwną formę życia statek kosmiczny.
Obecna generacja konsol traktuje horrory po macoszemu. Dawno temu pojawiło się świetne Dead Rising, w tym roku większość graczy zawiodła się na Alone in the Dark. Europa ma czekać do lutego na nowego amerykańskiego Silenta a w marcu pojawi się Resident Evil 5, który śladami poprzednika będzie pewnie bardziej action niż survival. W ten oto sposób dawne serie odchodzą od swych korzeni a nowości za wiele się nie pojawia. Odstępstwem od tej reguły jest Dead Space, pochodzące od znienawidzonych królów gier spod znaku sequela EA.
Nasza przygoda w świecie rozpoczyna się na pokładzie statku kosmicznego który "dokuje" w stacji badawczej Ishimura .
Główny bohater o biblijnym imieniu przybył tutaj wraz z kilkuosobową ekipą z nie do końca wytłumaczoną misją. Na stacji przebywa też jego ukochana. Miejsce okazuje się opustoszałe do momentu ataku maszkar i panicznej ucieczki bezbronnego Isaaca, oddzielonego od członków swojej drużyny. To jest początek kosmicznego horroru który zapewni dobre 10 godzin intensywnej, przerażającej i bardzo klimatycznej rozrywki. Wydarzenia poprzedzające akcje gry przedstawione są w cyklu komiksów i filmie animowanym. Istnieje jeszcze gra internetowa NoKnownSurvivors , która pozwala wczuć się w klimat tytułu i zapoznać się z losami mieszkańców Ishimury . Nie jest to co prawda fabuła która może równać się z Silent Hillem ale wraz z dodatkowymi elementami jest to solidna opowieść o obcych formach życia.
Grafika i dźwięki są dopracowane do perfekcji i potęgują strach jaki wycieka z tego tytułu. Te dwa elementy świetnie pełnią swoją rolę lecz nie są tym co przyciąga do Dead Space. Flaki i latające kończyny są magnesem tego koszmaru. Już po trailerach widać było, że będzie brutalnie. Jest tak dzięki ciekawemu patentowi jakim jest metoda zabijania potworów przez ich rozczłonkowanie. Polega to na tym, że zakończyły się czasy gdy headshot czy seria z karabinku w klatę załatwia sprawę i pozbawia wroga życia. Teraz jedynym sposobem pozbawienia stwora życia jest pozbawienie go kończyn (i to czasem nie starcza). Ten element połączony z atmosferą strachu i całkiem zgrabnie stworzoną historią stawia Dead Space w szeregu z tuzami gatunku jak Silent czy Resident. Muszę się przyznać, że wkręciłem się w ten tytuł i co nie zdaża się często odstawiłem inne gry aby delektować się DS.

9/10
PS Sequel został już zapowiedziany.

sobota, 25 października 2008

Subiektywne top 10 "zejścia ze sceny"

W tym oto subiektywnym top 10 pokażę najlepsze moim zdaniem odejścia bohaterów z filmów. Są to sceny które z jakichś powodów zapamiętałem, i mimo biegu lat nie spotkałem niczego lepszego.
1.Fist of Fury


2.Scarface

3.Jacob's Ladder

4.Terminator 2


5.Rocky IV

6.Braveheart

7.Silmido
8.Saving Private Ryan

9.Titanic

10. The Rock


Zainteresowani mogą na tej stronce poczytać o http://www.filmsite.org/bestdeaths.html najlepszych scenach śmierci jakie pojawiły się w kinie od 1915 roku.

poniedziałek, 20 października 2008

łał mam kamerkę zróbmy horrora


Właśnie zauważyłem, że na necie pojawiło się długo oczekiwane przez posiadaczy boxa Gears of War 2. Jak w takiej sytuacji nie być piratem kiedy na prawie miesiąc przed premierą można zagrać w coś co znaczna część branży okrzyknie tytułem tego roku?

Dzisiaj w drodze powrotnej z uczelni wpadł mi do głowy kolejny przełomowy pomysł na opowiadanie lub film. W przeciwieństwie do stuffu gdzie z przyszłości ktoś (często sam hiroł) ostrzega głównego bohatera jeszcze przed strasznymi wydarzeniami, u mnie to postać z przeszłości pozostawia sobie informację. Jeśli uda mi się to napisać to chcę stworzyć coś pomiędzy Planescape Torment a opowiadaniem Dicka "Przypomnimy to panu hurtowo".



Ostatnio znalazłem tyle wolnego czasu, że obejrzałem filmidło z siostrą Dextera. Nie chcę mi się specjalnie o tym tworze pisać bo to horror fpp jakich ostatnio pojawiło się dośc dużo. Mamy więc Blai Witch Project (niby dokument) wymieszane z czymś co można spokojne nazwać zombie z hiszpańcami zastąpionymi hamburgerami (Jest to remake europejskiego dzieła z 2007).
Quarantine - film prawie identyczny jak rec. Jeśli ktoś widział hiszpański oryginał nie ma po co to odpalać, kilka nowych sekwencji śmierci nie jest warte 1,5 h życia. W wypadku gdy nie widziało się pierwowzoru mamy całkiem ciekawy pomysł na horror który podobno potrafi przestraszyć. Ja nie podniecałem się ani cyckami bohaterki Rec ani samym filmem. Tutaj biust uległ znacznemu zmniejszeniu ale zawartość gore wzrosła, co lepsze nie wiem. Ja nie maiałem okazji się przestraszyć ale ktoś o słabszych nerwach może drognąć w pewnych momentach. Średni film z przed jakiegoś roku doczekał się słabszego remake'u.
Film został po części wierny oryginałowi i mimo pewnych zmian w fabule nie ma tu happy endu co jest plusem.
4/10

sobota, 18 października 2008

Bałałajka i Domra

Te dwa instrumenty to kultura Rosji. Przynajmniej tyle jak na razie dowiedziałem się na wykładach. Na serio schiz totalny. Pewnego dnia przedstawię zapis tego co się tam dzieje.


Poniżej banger rosyjskiej wokalistki o której miałem przyjemność dowiedzieć się na ukochanym uniwersytecie.

czwartek, 16 października 2008

Uczta dwa totalna porażka.


Feast II: sloppy seconds jest filmidłem co najwyżej słabym, nie dorównującym oryginałowi który miał pewną dawkę świeżości. Zabawny czarny humor poprzednika zostaje zastąpiony tandetą i gagami jak spuszczające się pośmiertnie na twarze dziewczyn potwory[?] (to dla zboków od bukkake z Japonii) czy karły eksponujące sztuczne genitalia. Rozumiem, że gatunek horrorów klasy c jest skierowany do wybitnych koneserów tandety ale tym razem twórcy przeszli samych siebie. Poza nudą mamy tu humor na poziomie jedzenia fekaliów. Nie jestem w stanie pojąć dlaczego to powstało( $?). Teraz o samym filmie, pomijając tyle ile się da.
Akcja przenosi się z baru na ulice jakiegoś miasta gdzie gang zmotoryzowanych wytatuowanych lasek (poza szefową wyglądają spoko) ściga kolesia z pierwszej części. Poza nimi jest jeszcze kilka osób z oryginału, wrestlerzy, sprzedawca bryk i jego puszczalska żona z kochankiem plus jakieś inne ludki. Szwenda się ta cała ekipa w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca. Co kilka minut ktoś zostaje zabity, leje się posoka i durne teksty. Wszystko to zostanie pewnie powtórzone w 3 części która powinna pociągnąć dalej wydarzenia ( brak tutaj jakiegoś definitywnego zakończenia).
Gdybym mógł to nigdy bym tego shitu nie odpalił bo zawodzi nawet niewygórowane oczekiwania jakie w stosunku do niego miałem. Gore którego tak samo jak śmiesznych momentów nie ma w tym "dziele" za wiele nie jest w stanie poprawić oceny jaka się należy.
2/10

Midnight Meat Train

Czekałem na ten film i o dziwo nie zawiodłem się
Niecała złotówka wydana w antykwariacie na zbiór opowiadań Barkera pt. "Księga Krwi" była całkiem niezłą inwestycją. W którymś tomie pojawiło się opowiadanie "Nocny pociąg z mięsem", a nim posłużono się do stworzenia filmu pod tym samym tytułem.

Geniusz?

Ostatnio dzięki tajemniczej sztuce medytacji wpadł mi do głowy pomysł na kolejny scenariusz filmowy/opowiadanie. Tym razem padło na kolejny klon Drabiny Jakubowej.
Poniższe bazgroły są resztkami które pozostały w poważnie zniszczonym mózgu badanego osobnika. Ich przeznaczeniem jest nie zostanie nigdy wykorzystanymi ale gdyby ktoś tego użył kiedyś w jakimś filmie to będzie pozew czy coś (chyba, że to już jest film który widziałem w trakcie "transu").

Akcja dzieje się w przeciągu tygodnia od niedzieli w jakiejś małej mieścinie na odludziu.
Główny bohater jak wiadomo jest martwy ale nie ma o tym pojęcia. W moim wydaniu śmierć następuje w nocy z niedzieli na poniedziałek.

środa, 15 października 2008

Wyrób Falloutopodobny

Fallout 3
Z 10 lat temu w życiu szczyla jakim wtedy byłem nastąpił jeden z tych momentów które zmieniają losy danej jednostki. Wtedy to miałem po raz pierwszy kontakt z wiekopomnym dziełem od mistrzów z Black Isle. Fallout A Post Nuclear Role Playing Game zmienił moje podejście do gier, zwłaszcza RPG i wywołał pewną manię. Odpad radioaktywny doczekał się jeszcze lepszego w moich oczach sequela, jednak następne odsłony w postapokaliptycznych realiach były co najwyżej średnie.

Mijały lata w oczekiwaniu na growego mesjasza. Wielu straciło nadzieję i porzuciło wiarę w tą serię. Ze świata nadchodziły niepokojące wieści, a w pewnym momencie nadszedł kataklizm. Black Isle zostaje zamknięte a prawie ukończony F3 skreślony z listy wydawniczej. Marką zainteresowali się spece od Elder Scrolls co oznaczało porzucenie rzutu izometrycznego na rzecz rozgrywki z perspektywy pierwszej osoby. Był to dość potężny cios obuchem w grono fanów któzy nie byli w stanie wyobrazić sobie niczego poza grą turową. Wtedy zadecydowałem, że będe na nie bez znaczenia co z tego projektu wyniknie.
Kiedy po raz pierwszy miałem kontakt z nowym Falloutem 3 chciałem niczym były prezydent rzec "Nie podążajcie tą drogą". Z nastawieniem że czekać mnie może tylko klapa wyczekiwałem dnia kiedy będę mógł z uśmiechem na ustach zjechać ten tytuł i opluć każdego kto pozytywnie się o nim wypowiadał. Teraz niestety nie jestem pewny swego werdyktu.

Na necie pojawiają się skrajne opinie. Na początku przyszłego miesiąca każdy zainteresowany będzie mógł wyrazić swoją opinie po zapoznaniu się ze sklepową wersją (wyciekła wersja dla recenzentów) .

czwartek, 25 września 2008

Seriale tej jesieni

Znienawidzona przez uczniów pora roku jest zarazem okresem kiedy to większość stacji telewizyjnych rozpoczyna emisję nowych seriali i raczy nas kolejnymi sezonami naszych "ulubieńców". Jako osoba która potrzebuje netowego fejmu (kto ne ma "majspejsów, fejsbookuf czy lasteffemuw" nie mówiąc już o sygnaturach z gamescore z Live'a) postaram się to całe bagno w tv przybliżyć wam drodzy czytelnicy.

Gary Unmarried
Kolejny sitcom gdzie bohaterem jest "wolny" mężczyzna w średnim wieku.

Debeściak serialowy

Niedawno na ekran mojego laptopa trafił pierwszy odcinek kolejnego, 4 już sezonu mojego ulubionego serialu komediowego How I met your Mother. Nie wiem czy wiele osób oglądało chociażby jeden odcinek tego amerykańskiego tworu,ale większość osób które do tego zmusiłem go polubiła. Może jest coś w tej na pierwszy rzut oka banalnej historyjce.

De Niro i Pacino - musi być hit!!!!!!!!!!!!!!

Niestety niekoniecznie.
Kolaboracja tych dwóch świetnych aktorów powinna przynieść film na bardzo ale to bardzo wysokim poziomie











6/10

niedziela, 21 września 2008

Pushing Daisies


Nie loguje się często do Xbox Live bo jestem zbyt leniwy na ciągłe wypinanie i wpinanie kabla sieciowego z konsoli do konsoli. Nie chce mi się też podłączyć kolejnego kabla do routera więc loguje się co kilka dni jeśli nie dzieje się nic szczególnego. Ostatnio po jakimś tygodniu podłączyłem się i przejrzałem znajomą gazetkę mrugającą na czerwonawy kolor. Tam przez przypadek trafiłem na fragment pierwszego odcinka serialu który teraz przedstawię.

Pushing Daisies to nowy projekt twórcy naprawdę dobrego Dead Like Me do którego nawiązuje klimatem. Serial przedstawia perypetie ciastkarza/piekarza który posiada wyjątkowy dar przywracania do życia poprzez dotyk zmarłych istot. Jeżeli jednak dana osoba nie zostanie ponownie dotknięta w przeciągu minuty (wtedy ponownie wraca do "grobu" ale już na zawsze) to ktoś inny w zasięgu działania "zaklęcia" musi umrzeć. Główny bohater współpracuje z pewnym prywatnym detektywem rozwiązując niewyjąśnione śmierci dzięki swojemu darowi. Kiedy jednak spotyka w trumnie swoją ukochaną z przed 20 lat( z którą to dzielił pierwszy pocałunek), wiele się zmieni. Jak dalej może rozwijać się zwjązek dwójki ludzi którzy praktycznie się nie znają, nie mogą się dotknąć a do tego Ned ( główny bohater) odpowiedzialny jest za śmierć ojca dziewczyny.


Wiele osób twierdzi, że serial jest bardzo nasycony klimatem Burtona (niektórzy twierdzą, że to kalka) co jest pozytywnym elementem dodającym groteskowości historii. Na pewno serial jest zabawny i to nie w taki sposób jaknowy sezon Prison Break. "Gdzie rosną stokrotki" (polski tytuł) pełne jest humorystycznych dialogów i szalonych wydarzeń jakie następują podczas rozwiązywania kryminalnych zagadek.
Jedyne co mogę zrobić to polecić serial jako doskonałą odskocznię od innych produkcji nastawionych bardziej na akcję czy nieskończone dramaty miłosne.

Jak na razie pojawiło się 9 odcinków pierwszego sezonu, natomiast od 1 października rusza drugi sezon i jeśli nie nastąpi kolejny strajk scenarzystów będzie już w pełnym wymiarze.

sobota, 13 września 2008

czwartek, 11 września 2008

True Blood

Wampiry to nie tak popularny produkt serialowy jak bogate dzieciaki z Kalifornii ale miały kilka swoich seriali. Jedne były lepsze, drugie gorsze ale fan miał co oglądać. Teraz na HBO uderzył kolejny serial w tej tematyce, promując się tym, że robi go twórca Sześciu stóp pod ziemią.
True Blood opowiada o małym miasteczku na południu USA w rzeczywistości w której egzystują obok siebie wampiry i ludzie. Główna bohaterka Sookie jest kelnerką w lokalnej knajpie która najpewniej jest największą atrakcją całej mieściny.
To co wyróżnia ją od reszty to zdolności telepatyczne (czyta ludziom w myślach). Pewnego dnia do lokalu przybywa nowy członek lokalnej społeczności wampir, który przyciąga swoją odmiennością dziewczynę. Główna bohaterka ma brata który lubi seks na różne sposoby. Koleżankę od dzieciństwa uwielbiającą obrażać innych. Po dwóch odcinkach zakładam, że to będą ludzkie postacie w centrum zdarzeń jakie stworzą scenarzyści. Co do samych wampirów to mogą one koegzystować z ludźmi dzięki syntetycznej krwi nazywanej True Blood. Zakładam, że ich motywem przewodnim będzie kwestia równouprawnienia itp. bo o zgrozo trupiaki nie są do końca traktowane dobrze przez pozostałą część społeczeństwa.

True Blood zapowiada się na całkiem ciekawy serial odmienny od Buffy czy Anioła Ciemności. Nie ma tu za dużo akcji typu łubudu i po wampirze. Wszystko na chwilę obecną opiera sie głownie na pogawędkach i przedstawianiu świata w jakim przyszło żyć bohaterom. Szykujmy się na solidną produkcję tej jesieni i może najciekawszą nową propozycję sezonu 2k8/9.

niedziela, 7 września 2008

Korea

18 vs 29
Before and After: Plastic Surgery
Hello! Miss
Soulmate
Who Are You
Witch Yoo Hee

czwartek, 4 września 2008

Top 10 nadchodzących gier na klocka.

10.Pure
Arcade w grach sportowych to coś co uwielbiam( EA BIG anyone?). Z gierki od Disneya powinno wyjść coś jak SSX albo Tony Hawk tylko że na quadach.
9.Infinite Undiscovery
Podobno to krótki średniak nie do końca wart wydania kasy. Ja tam liczę na te 20 godzin znośnej zabawy która zamuli erpegowy głód.
8.Warriors Orochi 2
Koei ma talent do wydawania tej samej gry z minimalnymi zmianami typu kolor buta. Ja i tak po raz kolejny to kupuję i z uśmiechem dwa buttony mashuję.
7. Mercenaries 2 World in Flames
Pierwsza część najemników to moim zdaniem czołówka gier jakie pojawiły się na czarne pudło od MS. GTA na wojnie to formuła która musi się sprawdzić i tym razem. Ameryka południowa to dobre miejsce na rozpierduchę Jeśli ta gra zawiedzie to EA ma wjazd na chatę.
6. Fable II
Fable było przyjemną grą na której pełno ludzi się zawiodło. Sequel na pewno nie będzie tym czym miała być jedynka ale dostarczy frajdy zwłaszcza online.
5. Tom Clancy's EndWar
Strateg gdzie sterujemy głosem czyli koniec niewygodnego do tego typu gier pada.
4. Gears of War 2
Co tu pisać jest hype to czekam.
3. Left 4 Dead
Truposzczaki i Online od ludzi odpowiedzialnych za Half Life=Hit. Na gierkę czekam od zapowiedzi bodajże w CDA gdzie przeczytałem o trybie online co-op grupa ludzi kontra zombiasze sterowani przez ludzi.
2. Silent Hill: Homecoming
Z sentymentu do świetnej serii zagram w hamerykańską wersję ulubionego japońskiego growego horroru. Mam nadzieję że to będzie inne straszenie niż w The Suffering.
1. Fallout 3
Na samą myśl o tym co będzie dało się zrobić z tą grą kiedy wyjdzie jakiś edytor nie jednemu robi się mokro. Gra może być całkiem lub wręcz naprawdę dobra, u mnie jest niestety jako Fallout spalona na starcie. Mimo to i tak jest to coś na co czekam bardziej niż na gwiazdkę za czasów gdy nie wiedziałem, że Mikołaja nie ma (sorry za spoilera).

Pojawia się jeszcze dość dużo stuffu który może być całkiem niezły, ale wątpię czy niewymienione tytuły podpasują mi bardziej od tego co jest na tej liście.

wtorek, 2 września 2008

Punisher MAX

Mściciel z uniwersum Marvel nie był nigdy moją ulubioną postacią komiksową, ale miałem z nim styczność. Niezliczona kasa wydana nad morzem i salonie w mojej mieścinie na automacie z prze genialną grą od Capcomu (nie żałuję). Pamiętam też filmidło z Lundgrenem (całkiem znośne) i wersję z scjentologiem Travoltą (brakuje klimatu ale da się oglądnąć).

Too Human

10 lat tworzenia gry na trochę ponad 10 godzin

Too Human nie był tytułem na który wyczekiwałem z wywieszonym jęzorem i liczyłem minuty do chwili w której odpalę konsole. Jednak miała być to gierka przy której posiedzę do wyjścia Mercenaries 2. Na necie pojawiło się trochę niepochlebnych opinii jednak dużo dla mnie to nie znaczyło bo Alone in the Dark ludzie też zjechali a całkiem fajnie się grało. Tym razem jednak oceny typu 6 pasują do tytułu idealnie.
Z założenia gierka ma dobry pomysł Hack& Slash z wrogami nadciągającymi falami, do tego dorzucona kooperacja, różne klasy i nordycką mitologię w wersji cyberpunk.

środa, 20 sierpnia 2008

So I'm Not Handsome



Yuan Lai Wo Bu Shuai
Zhuang Jun Wei myślał przez całe życie, że jest przystojniakiem który może poderwać każdą dziewczynę. Przez zakład z dwoma kumplami postanawia wyznać swoje uczucia najgorętszej dziewczynie w szkole, która i tak go lubi (jasne). Nie wychodzi mu to i zostaje nazwany potworem. Tak jednak rozpoczyna się przygoda 3 chłopaków w poszukiwaniu drugiej połówki.
Serial jest zabawny i czuć jakby to było przeniesienie mangi albo anime do życia(sceny w stylu uderzenie kogoś gaśnicą czy szalone pościgi w których nagle następuje przerwa na odsapnięcie included).

* JJ Lin as Zhuang Jun Wei 莊俊維
* Nicky Lee as Si Si 斯斯
* Michael Zhang as Ah Kang 阿康
* Alice Ceng as Cindy Xu 徐心婷
* Yao An Qi (姚安琪) as Qiao Ping 巧萍

Dużo, naprawdę dużo zabawnych akcji pojawiło się przez te 13 odcinków. Aktorzy dobrani całkiem trafnie i są przekonywujący w szaleństwie które wyprawiają na ekranie. Jedyne do czego można mieć zarzut to zakończenie całej historii. Pojawia się one tak jakby znikąd i jest dodane trochę na siłę.
Serial odbieram bardzo pozytywnie i liczę, że coś innego równie dobrego dorwę na Tajwanie.

niedziela, 17 sierpnia 2008

piątek, 15 sierpnia 2008

Pojedynek komiksowych tytanów wakacji 2008




HellBoy vs BatMan vs Iron Man
Ostatnie kilka miesięcy przyniosło trochę filmów na podstawie komiksów. Ja wybrałem trzech bohaterów i po wielu męczących testach postanowiłem wyłonić "miszcza" tego lata. Jakoś tak się dziwnie złożyło, że każdy z pretendentów do miana króla wzgórza pochodzi z innej stajni. Mamy tu Marvel, Dc oraz Dark Horse. Pora zacząć.

Panie i Panowie!!!!
Do walki o mistrzowski pas stają:
w czerwonym narożniku pochodzący z piekła Hellboy,
niebieski narożnik należy do Iron Mana.
Pod sufitem, w cieniu szykuje się już bohater Gotham- Batman.
lets get ready 2 rumble!!!!!!!!

Batman jest najbardziej znany i najpopularniejszy z całej trójki co daje mu pewną przewagę. Hellboy wydaje się być najciekawszym bohaterem dzięki swojemu pochodzeniu. Kto nie uwielbia okultystycznych eksperymentów faszystów i ich szalonych wyników. Do tego jest on w końcu diabłem granym przez człowieka który podkładał głos do gier z serii Fallout (War ... war never changes). Iron Man jest bogatym kobieciarzem nie stroniącym od alkoholu i zna Spider-Mana

Walka była w miarę wyrównana lecz ktoś musi zostać ogłoszony zwycięzcą. W tv, gazetach i radiu ogłoszą nim pewnie nietoperka. Ja jednak tego nie zrobię bo Mroczny rycerz nie podszedł mi bardziej od .......

Sorry uwielbiam ten motyw przewodni, a do tego faworyzuję stajnię Marvel więc walka była od początku ustawiona.

środa, 13 sierpnia 2008

Na tajwanie też robią doramy


W zamierzchłych czasach gdy świat budził się po dotkliwej kolejnej Wojnie Światowej (Rosja i Japonia zakończyły już ją czy nie?),nie było mnie na świecie. Kilkadziesiąt lat później zabrałem się za poznawanie seriali z Japonii które z jakichś przyczyn nazywane są dramami (nie ma to na pewno dużo wspólnego z tym, że większość opowiada o jakimś rodzaju miłości, często niespełnionej). Może chęć odmiany od krwawych filmów i seriali o nastolatkach kosmitach czy zamieszkujących przy jeziorze tworzonych w USA. Może po prostu nie chciało mi się oglądać polskiego [s]hitu o szpitalu na jakimś za.dupiu co przyjmuje więcej przypadków niż Ostry Dyżur. Nie ważne dlaczego, jakoś oglądnąłem te japońskie opery mydlane. Potem sprawdziłem koreańskie i też mnie wciągnęły. Nie miałem nigdy dużego doświadczenia z wytworem tajwańskim. Dokładnie znałem tylko 7 odcinków Devil Beside You które udało mi się odpalić jakimś cudem na PSP (zwalone były). Ostatnio z powodu nudów
w przerwach między robieniem niczego i czekaniem na coś zdecydowałem się na odważny krok
i zapoznanie z doramami z tej nieuznawanej Republiki Chińskiej które ciągle obrywa od ChRL (yay).
WOW te seriale są prze genialne!!!!!!!!!!! Dawno nie oglądałem stuffu tak kosmicznego i mangowego jak ich pomysły. Co prawda wszystko co widziałem było o miłości i bla bla bla,ale sposób realizacji est świetny. Normalnie jakbym Live action School Ruble oglądał.
W taki oto sposób chcę zachęcić ludzi do sprawdzenia tych jakże zabawnych seriali (starczyłoby napisać tylko ostatnie trzy zdania ale tak poważniej wygląda).
Kiedy nadarzy się okazja napiszę o jakichś konkretnych seriach.

Jakiś fragment Ko One

Nie chce mi się grać !!!!!!!!!!

"Gdzie te szalone czasy i nocki zarwane?"

Drogie Bravo
Mam ponad 20lat i jestem studentem w małej mieścinie przy Zgierzu. W ciągu roku opier.dalam się prawie bez przerwy i tylko przy sesji jakoś więcej stresu (że w wojsku wyląduje, ale zanosi się na pozytywne zmiany). Nie mam jednak wtedy z niewiadomych powodów czasu na granie na konsolach stacjonarnych a co najwyżej na sesje z PsP w MUKu. Teraz mam wakacje ale jakoś nie chcę mi się specjalnie w nic grać. Wiem, że sezon ogórkowy i killery pojawią się dopiero w okresie jesień/zima ale ja miałem zaległości do nadrobienia. Odpalam takiego Strangleholda i gierka mnie po prostu wku.rwia (że taka nierealna jest i milion kolesi się załatwia). Zarzucę CoD4 i też się jakoś nie chcę specjalnie grać. Tylko jakoś Bioshock mnie ostatnio dłużej przytrzymał przy konsolencji. W innych przypadkach pogram z godzinkę i mnie odrzuca po prostu od Xboxa i wolę gdzieś wyjść czy nawet list napisać!!!
Zawsze miałem się za fanatyka giercowania i obecna sytuacja mnie przeraża. Szanowna redakcjo co mam ze sobą zrobić?
Oddany czytelnik
Dominik Łest

wtorek, 12 sierpnia 2008

Makaveli The don Killuminati 7 Day Theory


Rok: 1996
Gatunek: Rap
Ocena DNE: 9X WestSide
Wytwórnia: DeathRow Records
Exit - 2Pac Enter - Makaveli






Ostatni nagrany za życia i za razem pierwszy wydany po śmierci album Tupaca. Projekt owiany legendą i otoczony mnóstwem teorii związanych z powrotem zza grobu artysty. Sama teoria 7. dnia stanowiła podstawę do nie jednego artykułu czy durnego filmiku na youtube gdzie ludzie udowadniali swingowanie własnej śmierci i przepowiadali dzień powrotu legendy (przekładane już kilkukrotnie jak data końca świata).
Już pierwsze słowa otwierające intro wzbudzały w ludziach podejrzenia, że śmierć była przynajmniej zaplanowana. Dla wielu rzekome "Suge shoot me" było wskazaniem mordercy zza grobu i początkiem kolejnych szalonych teorii. Wydawcy wykorzystali to zamieszanie i zainteresowanie jako element marketingowy. Przykładem tego był teledysk do drugiego na płycie utworu Hail Mary. Przedstawia on zemstę zmarłego muzyka na swych mordercach. Idealne zagranie napełniające kasę DeathRow gdyż mroczny sam w sobie kawałek został okraszony klipem przedstawiającym znaczenie słów "Revenge is the Sweetest joy next to gettin Pussy". Pomijając te kwestie, największą siłą albumu są te mroczne i znacznie ostrzejsze od kawałów z All eyez on Me utwory jak Blasphemy czy Against All Odds.
Utwory są świetnie dobrane do ogólnego klimatu płyty i jedynie Toss it Up jest zbędnym elementem, pozbawionym klimatu i siły pozostałych 11 tracków. Ten raczej klubowy kwałek z dissem na Dr. Dre, nie powinien znajdować się w towarzystwie wyznania miłosnego do pistoletu (Me and My Girlfriend), czy zastanawiania się nad losem kobiety w świecie białego człowieka (White Man'z World) wypada po prostu blado. Ktoś negatywnie nastawionby do Pac'a nazwię całe 7 Day Theory dissem, gdyż jest to element na którym opiera się część kawałków i nawet w To Live and Die in LA pojawia się atak na wspomnianego wcześniej doktora. Jednak gdy pominie się to, płyta staje się pokazaniem kompletnie odmiennego od poprzedniego albumu rodzaju utworów. Właśnie to uczucie, że utwory nie są obione pod publikę stawią pierwszy album pod pseudonimem Makaveli nad ostatnim albumem wydanym za życia jako 2Pac i zaraz za wydanym wcześniej Me against the World.

Nie jestem jednak na sto procent pewny czy ta płyta byłaby tak samo silna gdyby Makaveli nie zmarł przed wydaniem, gdyż obecnie jest ona pewnego rodzaju rozliczeniem Tupaca ze swoją historią i przepowiednią własnej śmierci (i zmartwychwstania), czymś w pewnym sensie mistycznym. Obdzierając z tego płytę staje się ona przedstawieniem ostrzejszej, ulicznej strony artysty który odniósł ogromny komercyjny sukces.

Tracklist:
"Intro/Bomb First" (My Second Reply)"
"Hail Mary"
"Toss It Up"
"To Live & Die in LA"
"Blasphemy"
"Life of an Outlaw"
"Just Like Daddy"
"Krazy"
"White Man'z World"
"Me and My Girlfriend"
"Hold Ya Head"
"Against All Odds"

Re-Animator

Re-Animator [1985]
Reżyseria: Stuart Gordon
Gatunek: Horror, Komedia
Ocena IMDB: 7.2
Zdaniem DNE: 7 zakrwawionych ciał


Kiedyś pewien pisarz znany fanom horrorów do czytania stworzył całą mitologię o potworach z kosmosu itp. To co spłodził było dobre i powstało wielu naśladowców. Pomiędzy kolejnymi opowiadaniami o Dagonie i innych Przedwiecznych Lovecraft bo o nim mowa napisał historię o Herbercie Westcie (Wescie?) która była taką inną wersją Frankensteina widzianą z oczu pomocnika głównego bohatera. Opowiadanie należy do mojego Top 10 utworów tego autora, więc kiedy pierwszy raz oglądałem Re-Animatora miałem spore wymagania. Stuart Gordon znany głównie z ekranizacji opowiadań mistrza stworzył film który nie ma za dużo wspólnego z oryginałem. Akacja została przeniesiona w lata 80. przez co nie uświadczymy tutaj np. obecności Westa na wojnie. To co zostaje to imiona kluczowych postaci i pomysł. Czy to źle?
Z jednej strony tak bo powstaje coś co mogłoby nosić zupełnie inny tytuł gdyż nie jest powiązane zbytnio z twórczością samotnika z Providence. Patrząc na to jednak z innego punktu widzenia to nawet dobrze bo w przeciwieństwie do oryginału książkowego w filmie rozbudowano postać głównego antybohatera.
Na uczelni w wiadomym mieście nowy student poznaje ekscentryka z którym rozpoczyna współpracę. Udaje im się przywrócić do życia martwą tkankę. Sprawia ona jednak tyle problemów że powstrzymywanie zombiaków jest głównym zajęciem studentów. Eksperyment nie jest zwieńczony sukcesem gdyż trupiaki łakną mięsa a powstrzymywanie ich tworzy wiele zabawnych i groteskowych sytuacji. Fabuła filmu jest raczej pretekstem (chociaż powstały sequele ją rozbudowujące) do bezstresowej wyżynki. In plus można liczyć sceny gore i postać głownego bohatera zagrana bardzo fajnie i z charyzmą. Na poczet minusów należy liczyć chaotyczność filmu związaną z tym, że jest on za krótki przez co czasem trudno nadążyc za całym materiałem upchanym przez twórców. Szkoda też trochę zakończenia które mogło być lepsze. Jednak patrząc z perspektywy kolejnych części udało się i nadało filmowi charakterystycznej cechy. Warto, warto i jescze raz warto choćby tylko by poznać jak w zamierzchłych czasach łączono dwa kompletnie odmienne gatunki tworząc z tego zjadliwą papkę.


















Versus


Versus [2000]
Reżyseria:
Ryuhei Kitamura
Gatunek: akcja, horror(?), komedia
Ocena IMDB: 6.7
Zdaniem DNE: 8.5 siepacza






Versus to rozwinięcie powstałego trzy lata wcześniej pomysłu na filmu yakuza zombie. Nie jest to horror gdzie powolne stwory zjadają super wyszkolonych komandosów ale nie potrafią sobie poradzić z grupką dzieciaków. W następcy Down 2 Hell to te zazwyczaj brutalne potwory są ofiarą przemocy szaleńcy, który przypomina głównego bohatera Devil May Cry.
Fabuła tego filmu jest tylko pretekstem do akcji i nie da się w niej doszukać większego sensu. Głównym bohaterem jest tutaj więzień KSC2-30
(
Tak Sakaguchi)
który po ucieczce z konwoju policyjnego spotyka się z gangsterami Yakuzy którzy maja mu umożliwić ucieczkę. Z niewiadomych (do czasu) powodów zabrali oni ze sobą porwaną dziewczynę. Doprowadza to sporu którego wynikiem jest kilka trupów budzących się po chwili ponownie do życia. Jak się okazuje las w którym dochodzi do spotkania jest 444. portalem do innego wymiaru zwanym Lasem Zmartwychwstania. Najgorsze (dla widza najlepsze) jest to, że w tym miejscu Yakuza przez długi czas pozbywała się zwłok teraz zasilających armię zombie. Dalej wszystko staje się tylko bardziej zakręcone i porusza nawet wątek odwiecznej walki dobra ze złem.
Versus to film który z założenia miał być czystą rozrywką dla widza i świetną zabawą dla twórców. Tak też się stało gdyż japońska ekipa stworzyła kosmiczne zakończenie zapewniające sequel, a obraz zyskał miano kultowego w pewnych kręgach. Co ciekawe został też zauważony przez hamerykańców którzy wyłożyli kasę na remake*. Jeżeli ma się dobre podejście do tego wytworu chorej japońskiej fantazji, tak na pewno będzie. Tutaj trupiaki biegają z gnatami i tłuką się z jeszcze żywymi, co jest świetną odskocznią od innych produkcji traktujących o nieumarłych, gdzie są powolne i nudne. To jak i ogólna amatorka całej produkcji (zwłaszcza kamera) może odstraszyć i zniechęcić ludzi od oglądania filmu który amerykański raper określiłby mianem dope asian flick. Mieszanka komedii, gore i filmu akcji ze scenami w stylu azjatyckiego niskobudżetowego Matrixa przypadnie do gustu każdemu fanowi kiczowatego kina typu grindhouse. Ewentualnie komuś kto poszukuję czegoś na dobra bekę z kumplami.
Sam nie wiem co mnie tak zachwyca w tym filmie, ale jest to idealna dawka pewnego rodzaju tandety, niesztampowej, wykręconej fabuły i szalonych akcji (patrz filmiki) które po prostu powalają. Trzeba obejrzeć choćby po to by opluwać ichniejsze kino.
Ps. Nie oglądać filmu z dubbingiem (chyba, że niemieckim -wtedy jest jeszcze śmieszniej)






* Jezeli załatwią ten film tak jak ostatni filmem Kitamury (Nocny pociąg z mięsem) to lepiej niech ten pan wraca do ojczyzny i tam kręci szalone filmidła a nie traci czas w Usa gdzie studia chca horrorów dla dzieci.




Siepanko

Back to criminal set