Feast II: sloppy seconds jest filmidłem co najwyżej słabym, nie dorównującym oryginałowi który miał pewną dawkę świeżości. Zabawny czarny humor poprzednika zostaje zastąpiony tandetą i gagami jak spuszczające się pośmiertnie na twarze dziewczyn potwory[?] (to dla zboków od bukkake z Japonii) czy karły eksponujące sztuczne genitalia. Rozumiem, że gatunek horrorów klasy c jest skierowany do wybitnych koneserów tandety ale tym razem twórcy przeszli samych siebie. Poza nudą mamy tu humor na poziomie jedzenia fekaliów. Nie jestem w stanie pojąć dlaczego to powstało( $?). Teraz o samym filmie, pomijając tyle ile się da.
Akcja przenosi się z baru na ulice jakiegoś miasta gdzie gang zmotoryzowanych wytatuowanych lasek (poza szefową wyglądają spoko) ściga kolesia z pierwszej części. Poza nimi jest jeszcze kilka osób z oryginału, wrestlerzy, sprzedawca bryk i jego puszczalska żona z kochankiem plus jakieś inne ludki. Szwenda się ta cała ekipa w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca. Co kilka minut ktoś zostaje zabity, leje się posoka i durne teksty. Wszystko to zostanie pewnie powtórzone w 3 części która powinna pociągnąć dalej wydarzenia ( brak tutaj jakiegoś definitywnego zakończenia).
Gdybym mógł to nigdy bym tego shitu nie odpalił bo zawodzi nawet niewygórowane oczekiwania jakie w stosunku do niego miałem. Gore którego tak samo jak śmiesznych momentów nie ma w tym "dziele" za wiele nie jest w stanie poprawić oceny jaka się należy.
2/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz