Phantasy Star Universe
Śmiało można powiedzieć że RPGi są jednym z najpopularniejszych gatunków gier których ilość i jakość ma wpływ na sprzedaż konsol. Xbox360 nie ma jeszcze takiego wsparcia jak PlayStation 2 ale z tytułami jak Mass Effect czy Lost Odysey jest na dobrej drodze by dominować na rynków konsol nowszej generacji i w dziedzinie Role Playów.
Przed pojawieniem się tych gatunkowych killerów Sega spróbowała swoich sił na rynku wskrzeszając swoją w niektórych kręgach kultową serię Phantasy Star. Wyanie takiej gry powinno zapewnić olbrzymi sukces kiedy na rynku nie ma dużej konkurencji jednak w tym wypadku plan nie wypalił.
Fabuła?
Protagonistą tej historii jest Ethan Webber- młody chłopak spokojnie żyjący sobie wraz z siostrą w jednej kolonii. Oczywiście sielanka musi zostać szybko przerwana i podczas wielkiej uroczystości dzieje się coś podejrzanego. Na stację w której przebywaj heros spadają meteory i pojawiają się potwory a co gorsza mała siostrzyczka jest w niebezpieczeństwie. Ethan wkracza do akcji wystrzela co się da zastępując w tym GUARDIANS -organizację typu policjantów najemników której nienawidzi. Siostra uratowana młodzieniec jest bohaterem więc co zostało do zrobienia rozpoczęcie wielkiej przygody jako gwiezdny policjancik. Tak zaczyna się tak jakże wspaniała przygoda której innowatorska fabuła jest dodatkowym elementem gry polegającym u większości osób na szybkim wciskaniu A żeby pominąć ważne rozmowy nad sensem życia i budową wszechświata. Cała fabuła nie wydaje się fascynująca i nie pociągnie gracza ale jest to raczej wina braku charyzmy u postaci. Nikt nie potrafi zainteresować swoją historią a główny bohater nie wydaje się przekonywający w tym co robi.
Nie tylko fabułą człowiek żyje.
Prawdę mówiąc przetrwałbym nudną i sztampową fabułę gdyby nie to że tytuł dobija Gameplay a właściwie jego monotonność. Na początku każdego rodzaju budzimy się w swojej kabinie i wysłuchujemy naszego robota. Gdy w końcu uda nam się wydostać i liczymy że teraz pora na akcje spotykają nas kolejne scenki do skipowania. Docieramy do bazy gdzie wyznaczone nam zostaje zadanie które oznacza przeniesienie się na inną planetę. Tam spotykamy ludzi z naszej ekipy którzy każą nam iść do oddziału GUARDIANS gdzie wysłuchujemy kolejnych rozmów których celem jest wytłumacznie dlaczego przez najbliższą godzinę będziemy klepać naprzemiennie X i Y. Udajemy się do bazy lotniczej i wyruszamy na polowanie. Tam walczymy zazwyczaj z dwoma max trzema typami wrogów pojawiającymi się w każdej lokacji tak jakby byli teleportowani ze Star Treka i klepiemy aż nam odcinki same wybuchną. Po drodze szukamy jeszcze czerwonych kluczy które pozwalają przejść do kolejnej lokacji. Pojawiają się one oczywiście dopiero po wytłuczeniu wszystkiego w danej lokacji. Tak to wygląda przez jakieś dwadzieścia kilka godzin. Więcto conormalnie może przyciągnąć w trywialnej grze na długie godziny tutaj odpycha od siebie każdego gracza. Napisze też o grafice bo o samej muzyce nie ma co (miałem uczucie że jest nieobecna i raczej podgrywały mi bluzgi w stronę tytułu). Phantasy Star Universe wyszło też na PS2 więc grafika nie zachwyci nikogo i staruśki Final Fantasy X wygląda przy nim znacznie lepiej i bardziej next-genowo.
Online czyli to po co zrobiliśmy gierkę.
Phantasy Star Universe został stworzony jako MMORPG (gry w stylu Wold of Warcraft czy Final Fantasy XI) czyli Single Player miał być tylko miłym dodatkiem. Radzę jednak zapoznać się z nim przed zakupem standardowej dla tego typu gier subskrypcji wynoszącej około trzech dych za miesiąc !. Lepszym wyjściem jest zapoznanie się z darmowym demem na Marketplace i sprawdzenie czy klepanie tych samych przycisków przy wsparciu nielicznych jeszcze graczy z którymi stworzymy ekipę warte jest naszej kasy.
Achievementy są przynajmniej łatwe.
Takie zdanie może wypowiedzieć ktoś kto zaglądał na stronki ze spisaną ich listą. Pewnie zgodziłbym się z taka osobą gdyby nie to że ja musiałem w tą grę grać. Ubicie potworów wydaje się łatwym zadaniem i samo wykonywanie tej czynności do trudnych nie należy lecz to co trzeba przetrwać to koszmar. Jeśli ktoś ma tyle samozaparcia by to przetrwać to gratuluję i za pokazanie mi zaliczenia gry na 100% umieszczam na pierwszym miejscu w prywatnym Hall of Fame.
Czy jest tu coś do podsumowania?
Napisałem się dość dużo o tym tytule a wszystko da się bardzo łatwo podsumować. Dla własnego dobra nie podchodzić do tego wytworu ludzi z Segi bo zapewnić może tylko nerwy i zły humor na cały dzień. Teraz wyglądam na strasznego hatera tego tytułu i tak może być naprawdę. Ja miłośnik erpegów spotkałem się z prawdziwym crapem który jednocześnie był moim pierwszym spotkaniem z moim najulubieńszym pod słońcem gatunkiem na nowej konsoli Microsoftu.