poniedziałek, 28 grudnia 2009
środa, 23 grudnia 2009
Yupii mam Wii!!!
Kupiłem jednak ta konsolke i muszę przyznać że byłem wcześniej w błędzie. Nintendo Wii to pro sprzęt z naprawdę bogatą biblioteką tytułów.
sobota, 28 listopada 2009
poniedziałek, 23 listopada 2009
Praca naukowa
Mimo udręki jaka towarzyszy mi od dnia kiedy niczym szaleniec podjąłem się napisania pracy licencjackiej powiązanej ze zjawiskiem hikikomori. Tamten koncept nabiera coraz bardziej realistycznej formy ( pierwsze 10 stron już jest). Mam jednak chyba trochę za dużo wolnego czasu ( z dwie godziny w tygodniu) i postanowiłem zabrać się za pracę której pomysł i pierwotna wizja powstały w trakcie zajęć z Ethnic Minorities on American Television. Celem tego tekstu jest przybliżenie kultury gloryfikującej przemoc i wypaczenia. Skupiać się będę na pierwsze połowie lat dziewiędziesiątych wspominając o latach wcześniejszych i karykaturze gangstera jaka powstała w latach póżniejszych.
czwartek, 5 listopada 2009
Płyńcie łzy moje rzekł gracz
Z drugiej jednak strony czemu konsolowcy powinni zachowywać się inaczej. Wydawcy nie szanują nabywców swoich produktów, okłamując ich Wielkie korporacje zamydlają oczy tym że już niedługo Polska będzie traktowana tak jak przystało na szóste państwo Unii Europejskiej.
środa, 4 listopada 2009
Nieobiektywnie mogę stwierdzić, że szykują się nam fajne filmy i crapy lub średniaki przez które najwięksi fani będą musieli przebić się siłą.
środa, 7 października 2009
poniedziałek, 5 października 2009
Miro musi opuścić dom wielkiego Tuska
środa, 30 września 2009
Było mineło
-Afera z Gościem Niedzielnym. Nie będę piać o naruszaniu wolności słowa czy innych bzdurach. Powiem tyle, że gdybym ja publikował swoje myśli na temat czynu Alicji Tysiąc dostał bym jakiś solidny wyrok i zapadł w sen zimowy w przyjemnej i cieplutkiej celi (nie grzeję puki niedźwiedzie polarne nie wrócą na ulice)
-Roman P. i jego niegodziwe czyny. Sam reżyser nie denerwuje mnie tak bardzo. też pewnie migałbym się od kary jak to możliwe (bohatery od linczu we Włodowej). Cały ten front wyzwolenia wielkiego więźnia politycznego i męczennika. Tym co go tak bronią zwłaszcza nazywając laskę dziwką itp. mogę powiedzieć tylko- "Gratulacje". Pedofilia nie działa chyba wybiórczo?
+ Marvel Ultimate Alliance 2
+ Powrót seriali na anteny telewizyjne. Klan Pierwsza Miłość wracają. Do tego stuff z USA i mamy całkiem porządny początek miesiąca.
sobota, 26 września 2009
Achievementy popsuły wszystko
Sam nie jestem bez winy. Przesiaduję na stronce poświęconej punkciakom, przeglądatm dokładnie listę przed zakupem gry. Cholera nawet zdarzyło mi się boostować kille w jakichś grach.
piątek, 25 września 2009
Tokko wpadka
Pomysł jest naprawdę fajny mimo, że momentami zalatuje to wszystko lekko Bleachem, Naruto czy Pokemonami (10 kawałków gotta catch' em all).
czwartek, 24 września 2009
środa, 23 września 2009
Need For Speed: Shift
Pasmo wizerunkowych porażek zmusiło twórców do zmiany koncepcji. Wyjściem było albo porzucenie marki albo dostosowanie jej do potrzeb fanów.
Receptą EA na ten problem stało sie stworzenie trzech odrębnych podserii skierowanych do różnych typów graczy. Gracze powinni być w tym zadowoleni a akcjonariusze Electronic Arts uzyskają znacznie większe dochody z trzech zamiast jednej gry rocznie. Na pierwszy ogień poszedł Shift, porzucający uliczne wyścigi na rzecz
"Picture me Rolling in mY 500 benz"
I live my life a quarter mile at a time.
Wypijmy za błędy
Shift mimo ogólnego bardzo dobrego wrażenia zalazł mi za skórę w kilku kwestiach. Pierwszym i największym grzechem jest czas wczytywania się tras.
Część graczy może denerwować pseudo realizm tej gry. Nie jest to ani typowe arcade ani symulator z prawdziwego zdarzenia. Fanów pierwszego typu może zniechęcić cała otoczka
Innych odepchnie prymitywna wręcz możliwość tunningu a także model jazdy. Wyścigi tutaj nie stanowią takiego wyzwania jak u konkurencji a samo wchodzenie w zakręt nawet na najwyższym poziomie realizmu jest dalekie od prawdy. Można na to jednak spojrzeć nie jako wadę ale zaletę. Pewna bardziej casualowa grupa graczy wyścigowych znajdzie tutaj wystarczający poziom wyzwań jednocześnie nie zostanie odepchnięta poziomem trudności.
Niewybaczalny jest natomiast czas długości gry. Kariera jest zdecydowanie zbyt krótka. Nie ma tutaj tego powolnego pięcia się po szczeblach drabiny kierowców aby zasiąść na szczycie.
sobota, 19 września 2009
Fabuła Marvel Ultimate Alliance 2 za bazę swoich wydarzeń bierze słynną wojnę domową jaka zaistniała w uniwersum Marvel w roku 2006 {Ciekawostka- Śmierć jednego z bohaterów poruszana była nawet w Wydarzeniach telewizji Polsat}. Ci którzy nie zagłębili się w ten cykl komiksowy powinni jednak odnaleźć się bez problemu w świecie gry. W skrócie: Tragedia (612 ofiar śmiertelnych) powoduje przegłosowanie ustawy o obowiązkowym zarejestrowaniu się wszystkich zamaskowanych (mają być urzędnikami państwowymi niczym nauczyciele). Uosobienie amerykańskiego stylu życia z jego wszystkimi swobodami- Kapitan Ameryka staje na czele tych którzy nie godzą się na podanie swoich danych osobowych i pozbawienie praw obywatelskich. Naprzeciw niemu występuje Ironman, który to staje się długim metalowym ramieniem sprawiedliwości w wersji ustawowej. Wydarzenia te w wyrażny sposób nawiązują do zamachu na World Trade Center i konsekwencji tego zdarzenia. Niestety developer postanowił dorzucić coś od siebie, i w pewnym momencie cała historia ucieka od pierwowzoru. Cały potencjał Marvel Ultimate Alliance zostaje zmarnowany w ostatnim akcie którego to zakończenie jest odmienne od tego słynnego komiksowego.
Wojna na gesty. Wojna na słowa
Kto nie idzie do przodu ten się cofa
Największą bolączką gry od Vicarious Visions jest brak postępu a wręcz cofnięcie się w stosunku do oryginalnego Marvel Ultimate Alliance. Rozwój postaci na który gracz nie ma praktycznie żadnego wypływu (nie możemy przypisać mocy do danego przycisku jak to było ostatnio). Każdy z dostępnych bohaterów/przestępców może odblokować 1 dodatkowy strój nie wpływający na rozgrywkę (poprzednia wersja umożliwiała odkrycie 3 kostiumów wpływających na statystyki postaci)
Powroty edycja 2k9
{poniższa treść może zawierać spojlery}
Supernatural sezon 5
Sam i Dean muszą stanąć naprzeciw największego wyzwania.
piątek, 18 września 2009
Do mnie niestety wygląd konsolki nie przemawia a do tego brak wejścia na UMD dyskwalifikuje ten sprzęt. Ci którym PSP nie mieściło się w kieszeniach i nie czuli potrzeby targania ze sobą dysków powinni być jednak zadowoleni.
Szczerze muszę przyznać, że w zeszłym roku kupiłem na Allegro podobnie wyglądający przedmiot. Tamten lekko tandetny (ale fajny -był emulator Nesa!!!) sprzęt był bliźniaczy wyglądem do PSP Go. Do tego część funkcji i wielkość pamięci flash się pokrywały. Sorry ale dla mnie to jest wpadka Sony. Niby ekskluzywny przenośny kombajn multimedialny zamienić na coś takiego to lipa.
sobota, 12 września 2009
Evasive Inquiry Agency
Trójka przyjaciół w składzie nauczyciel sztuk walki, koleś prowadzący wypożyczalnię komiksów i fałszywa wróżka zrobią prawie wszystko dla kasy. Przez przypadek stają się agencja detektywistyczną która podczas jednej ze spraw znajduje kilka sztuk złota. Zapadają na gorączkę złota i poszukują olbrzymiego skarbu. Do tego wszystkiego milionerka z przerażającą tajemnicą w której jest zakochany jeden z bohaterów, tajne organizacje, podejrzane zleceni i kosmiczne ilości humoru. Śmiało mogę powiedzieć, że jest to jedna z najzabawniejszych Kdram jakie miałem okazje obejrzeć. Humoru jest to naprawdę dużo a do tego główny wątek nie jest banalną historią miłosną.
Ta skrótowa informacja jest najlepszym sposobem w jaki można polecić ten serial. Takie coby było gdyby na jakiś czas można było zostać Indianą Jonesem - poszukiwaczem skarbów.
piątek, 4 września 2009
Destroy All Humans! Path of the Furon

Złe gorszego początki
Wakacje to taki szalony czas kiedy jednego dnia jest tysiąc rzeczy do zrobienia, następnego umiera się na kacu. Potem nagle nie ma nic do roboty. można ująć to inaczej do roboty się coś znajdzie ale się nie chce. Niestety nie udało mi się rozwiązać tego problemu (klina klinem w tym wypadku nie działa). Jednak jakimś cudem się wysiliłem na tyle, że znalazłem gdzieś pudełko z nowym Destroy All Humans!. Wizyta Furona jeszcze na PS2 była całkiem przyjemna więc może i będzie tak tym razem.
Przybyłem, zdobyłem, przepiłem
Bohater poprzednich dwóch odsłon serii -Crypto dorobił się sporego majątku. Jest właścicielem kasyna w Los Paranos (kopia Las Vegas). Jednak jak to przystało na lata 70. mafia najbardziej skorumpowanego na świecie miasta chce położyć swoje grube jak kiełbaski palce na dobytku kosmity. Jedyną reakcją na takie działanie może być odwet tym razem w wersji kosmicznej. Wendetta zostaje jednak przerwana przez atak innej rasy kosmitów. Wszystko to jest początkiem znacznie większej afery, pełnej zwrotów akcji i wielkich sekretów. Nasz bohater z innej planety będzie miał okazje odwiedzić wspomniane Las Paranos, Sunnywood (Hollywood), Shen Long (Hong Kong), Belleville (Paryż) i swoją ojczystą planetę. Niestety fabuła tej gry jest wręcz głupia. Każdy kolejny akt tej tragedii zmusza gracza do częstszego zadawania pytania "Jak oni na to wpadli?". Crypto wykonuje monotonne a na dodatek durne zadania które nie mają większego znaczenia dla głównego wątku tylko po to by brnąć dalej w tym bezsensie. Plusem w tym wypadku jest to że na mapę przypada jakieś 5 misji z których każda pęka w mniej niż 10 minut.
Litania nienawiści
Nasz cel ogranicza się zawsze do porwania kogoś, zniszczenia czegoś lub zabicia jakiegoś stworka. Przyznać trzeba, że robi się to całkiem przyjemnie. Kiedy grupa ludzi ucieka przed nami tylko po to by zginąć pod kołami ciężarówki na ustach automatycznie pojawia się uśmiech. Bossowie natomiast to śmiech na sali gdyż padają tak szybko jeśli nie szybciej niż zwykli przeciwnicy. Całkiem bogata gama broni z urządzeniem do przeprowadzania kolonoskopii czy olbrzymia muchołapka na czele. Do tego dochodzą niestety nadużywane w misjach moce telekinetyczne
Możliwość przejęcia ciała przypadkowego przechodnia czy wyczytania jego myśli jest fajna. Szkoda tylko że ten element powtarza się w każdej misji. Możemy jeszcze zatrzymać na chwilę czas, tworzyć z przeciwnika magnes przyciągający wszystko naokoło i rzucać za pomocą umysłu przedmiotami lub ludźmi. Poza tym zestawem umiejętności dostarczono nam jeszcze Ufo którym wykonuje się największą demolkę. Arsenał jest wiec naprawdę pokaźny i różnorodny. Szkoda tylko że niektóre bronie sa tak potężne, że nie opłaca się używać nic poza nimi. Ion Canon (coś na wzór wyrzutni granatów) jest niezastąpione i niezbędne do zrobienia porządnej zadymy. Poza bardzo krótkim wątkiem głównym na gracza czekają dodatkowe zadania nazwane Odd Jobs a także wyzwania polegające na pokonaniu ustalonej trasy przed upływem czasu. Do tego zeszczę trochę przedmiotów do zbierania. Wszystko to starcza jednak na max 8 godzin gry, spędzonych na wyzywaniu autorów za to co zrobili z pozostałymi elementami gry.
Dlatego nie kładzie się konsoli/pieca na grzejniku
Gameplay mimo wszystkich błędów nadrabia wady fabuły. Grałoby się całkiem przyjemnie gdyby nie spartolenie całej reszty. Bugi jakie występują w tej grze czynią ją niemal niegrywalną. Utknięcie w chodniku czy budynku zdarzają się na każdym kroku i zmuszają do resetu konsoli. Trudno uwierzyć, że ten tytuł jakimś cudem przeszedł przez beta-testy. Ilość problemów jakie się pojawiają podczas wykonywania najprostszych czynności jest nierealna. Dźwięk jest praktycznie niezauważalny. Skromna ilość melodii ma umilić destrukcję lecz tego nie czyni. Voice-Acting z dolnej półki ale pasuje do kiczowatej konwencji gry. Dialogi i monologi głównego bohatera mają naśmiewać się z kultury lat siedemdziesiątych i to czynią. Porównując ten element do oprawy wizualnej twórca należy się pochwała. Grafika natomiast zasługuje na miano największej tragedii konsol Anno Domini 2009. Użyty tutaj Unreal Engine w wersji 3 wygląda po prostu strasznie. Wiadomo że od gier typu Sandbox nie wymaga się tyle co na przykład od FPP ale jeśli tytuł na konsolę obecnej generacji wygląda gorzej niż gry z PSP to dobrze nie jest. Budynki doczytują się praktycznie dopiero wtedy kiedy stoimy na ich szczycie. Te wady dyskwalifikują ten tytuł w oczach każdego człowieka pozbawionego tendencji masochistycznych..
E.T go Home
DAH: Path of the Furon nie jest tytułem w który powinien grać ktokolwiek poza łowcami achievementów (wersja na PS3[na szczęście] nie posiada pucharków). Lawina wad zasypała doszczętnie wszystkie wartościowe elementy tej gry. Nawet GOPRowcy nie dokopią się do szczątków grywalności jakie tkwią w tym tytule. Wielka szkoda bo pomysł na GTA z kosmitami był arcyciekawy.
czwartek, 3 września 2009
Sayonara Zetsubou Sensei
Tyle offtopu.
Sayonara Zetsubou Sensei to pierwsza seria anime o pewnym nauczycielu. Tym razem jest to desperat nie widzący sensu w życiu. Próbuje on popełnić samobójstwo przynajmniej raz w tygodniu. Warto teraz wspomnieć że owy twór jest komedia. Jest on wychowawcą przedziwnej zgrai ludzi(głownie dziewcząt) zgrabnie nazwanej klasa 2H. Są tam:
niewidoczny chłopak, dziewczyna która czuje się za wszystko winna, podejrzana optymistka, hikikomori, prześladowca, pedantka, dziewczyna o osobowości mnogiej. Taka zgraja musi stworzyć coś niepowtarzalnego. Tak właśnie jest dzięki skupianiu się w każdym odcinku na innym problemie społecznym Japonii. Zatrzymam się na sekundę przy tej kwestii. W związku z moją "pracą naukową" zajmuje się częścią problemów jakie trapią (głownie młodzież) Kraju Kwitnącej Wiśni. Sayonara poraża tym jak ukazuje wypaczenia tych ludzi. Mimo komediowej przykrywki to jest całkiem ciekawa analiza socjologiczna różnych problemów i podejścia do nich innych. Warto zapoznać się z tym anime także dla klimatu. Jeśli pewnego rodzaju tajemnica i chaos (Inland Empire się kłania) nam pasuje to jest to coś dla nas. Sayonara Zetsubou Sensei ma w sobie to coś co przyciąga mnie do japońskiego kina w wersji Takashi Miike - jest to coś czego nie wyobrażam sobie w innej wersji niż oryginalna.
wtorek, 1 września 2009
Batman: Arkham Asylum
Intro musi być!
Pośrodku nocy ulice Gotham przemierza jakiś pojazd. To Batman po raz kolejny powstrzymał Jokera gdy ten siał spustoszenie i śmierć. W ciemności Batmobil mknie do miejsca które jest drugim domem szaleńca. Heros nie ma jednak pojęcia że prawdziwa przygoda i wyzwanie stoją dopiero przed nim. Alterego Wayne'a będzie musiało przeciwstawić się zgrai superprzestępców w ich naturalnym środowisku. Ty drogi graczu pomożesz Nietoperzowi dotrwać do poranka i uratować kolejny raz świat.
A gdzie Cthulhu?
Spoglądając na tytuł najnowszych przygód Mrocznego rycerza wiadomo gdzie będzie toczyć się akcja gry. Zakład psychiatryczny znajdujący się na odizolowanej wysepce, wypełniony najgroźniejszymi przestępcami na Ziemi jest doskonałym miejscem akcji dla niebezpiecznej wyprawy Batmana Powodem jest szalony pomysł Jokera. Jak lepiej załatwić swojego wroga niż zwabić go nieprzygotowanego na swój własny teren, gdzie czeka masa pułapek? Sam Sun Tzu nie powstydziłby się takiego planu pokonania wroga. Klaun ma jednak jeszcze bardziej diaboliczny plan, którego skutkiem w razie powodzenia będzie zniszczenie Gotham. Naszym zadaniem będzie odbicie opanowanego przez szaleńców i kryminalistów wariatkowa. Zadanie nie będzie łatwe do wykonania dzięki czołówce przeciwników Nietoperza. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana i mimo potencjału nie zachwyca. Finał i ostatni pojedynek po naprawdę ciekawym rozkręceniu akcji zawodzą. Jednak znajdźki związane z zadaniami Riddlera znacznie poprawiają sytuację. Taśmy z rozmowami przeprowadzonymi z pacjentami jak i kroniki samego zakładu nadrabiają wszystkie braki wątku głównego. Warto przy tym wspomnieć o voice-actingu, który to jest na najwyższym poziomie. Osoby podkładające głosy pod złoczyńców wypadają świetnie. Joker (znany z Gwiezdnych Wojen i serialu animowanego o Nietoperzu - Mark Hamill) to klasa sama dla siebie. Jest on nieprzewidywalny i wydaje się naprawdę szalonym człowiekiem, a sceny z jego udziałem są prawie najlepszymi momentami gry. Niestety Batman odstaje od reszty i mimo że nie brzmi tak głupio jak w ostatnim filmie, jest zbyt drętwy.
Bat-gadżety + Metal Gear Solid = Batman Arkham Asylum?
Jeśli fabuła nie jest tak genialna, to co sprawia, że Arkham Asylum zbiera tak wysokie noty na całym świecie? Główną zaletą tego tytułu jest gameplay. Na pierwszy rzut oka może się wydawać zlepkiem różnych gatunków. Mamy tutaj przecież elementy skradankowe, typowe bijatykowe zadymy. Jeszcze dodajmy uzyskiwanie nowych umiejętności za odpowiednią ilość zdobytego doświadczenia i proste zagadki. Powstaje bardzo smaczny koktajl. Eksploracja zakładu psychiatrycznego i całej wyspy nie jest nudna dzięki naprzemiennemu stosowaniu tych elementów. Nawet backtracking który pojawia się w pewnym momencie nie męczy. Jest to zasługa gadżetów które zdobywamy wraz z postępem w fabule, a także lekkich modyfikacji miejscówek.
Sprzęt nam udostępniony może wydawać się dość standardowy. Mamy do dyspozycji batrangi o różnych możliwościach (zdalnie sterowane, wyrzucane kilka sztuk naraz), batżel służący do wysadzania ścian. Do tego przeróżne linki pomagające w przemieszczaniu się i dekoder do hackowania pól siłowych. Do części sprzętu można odblokować ulepszenia (łącznie 20) poprzez zdobywanie doświadczenia.
Batman dysponuje jeszcze tak zwanym trybem detektywa w którym to cały świat staje się fioletowo-niebieski dzięki specjalnemu filtrowi. Przeciwnicy poddani są promieniom rentgena, możemy poznać ich puls a także uzbrojenie. Na dodatek wszystkie przydatne elementy otoczenia są odpowiednio oznaczone tak aby wiadomo było które elementy można np. wysadzić a które są niezniszczalne. Sprawuje się to bardzo dobrze. Możemy z niego korzystać praktycznie bez przerwy.
Wszytko to staje się bardzo przydatne podczas elementów skradankowych. Jesteśmy wtedy zamknięci w jakimś pomieszczeniu z grupą wrogów. Naszym celem jest wyeliminowanie ich wszystkich nie dając się wykończyć w międzyczasie. Przeciwnicy nie grzeszą zanadto inteligencją, lecz wynagradzają sobie te braki siłą ognia. Gadżety sprawdzają się tutaj doskonale, pozwalając opracowywać odpowiednie taktyki. Możemy np. posmarować podłogę żelem, po czym użyć linki aby z odległości wyrwać kawałek ściany. Kiedy wróg przyjdzie sprawdzić co się stało my wysadzamy go w powietrze. Działanie „ na Jana”, czy ciche eliminowanie pojedynczych wrogów jest równie skuteczne i satysfakcjonujące. Techniki eksterminacji bandziorów będzie można doskonalić w trybie Challenge gdzie po 8 map przypada na skradanie się (zadania typu Predator) i walkę na małych arenach. Co do samych walk są one ciekawie zrobione. Można wykorzystywać 5 przycisków , wykonując rzuty, skoki, uniki, kontry i kombosy. Przy sprawnym korzystaniu z nich, Batman staje się zabójczą bronią. Jednak aby sobie poradzić z zagrożeniem, równie dobrze wystarczy naciskać przycisk odpowiedzialny za cios. Dzięki temu rozwiązaniu i casual i ktoś bardziej wprawiony będzie mógł cieszyć się obijaniem dziesiątek bandytów.
Tym, co tak naprawdę potrafi zachwycić, to walki z bossami. Moim ulubieńcem stał się Scarecrow. Ten zbrodniarz wykorzystuje lęki swoich wrogów przeciwko nim. Nie zdradzając przebiegu tych starć poinformuję tylko, że ich elementy przypominają nieco zapomniane Eternal Darkness: Sanity's Requiem. Walki ze znanymi lokatorami Arkham są różnorodne i jedyne do czego można się przyczepić to ostatni pojedynek. Może sam w sobie nie jest on taki zły ale chciałoby się aby po wcześniejszych potyczkach było to coś naprawdę wyjątkowego.
Niebieskawo to widzę
Grafika w Arkham Asylum jest naprawdę dobra. Niektóre lokacje wyglądają przepięknie, a ogół to solidna i ciekawa robota. Niestety nie będzie nam dane tym wszystkim się rozkoszować gdyż większość czasu będziemy spędzać we wspomnianym Detective Mode. Zapewniam, że jeżeli chcemy odnaleźć wszystkie znajdźki samemu, prawie cały czas będziemy musieli korzystać z tego trybu. Utrudnia to rozkoszowanie się grafiką i po kilku godzinach takiej gry oczy bolą nas niemiłosiernie lecz czego nie zrobi się dla nagrody... Jeżeli jednak poruszać się będziemy z normalnym widokiem ujrzymy lokacje utrzymane w ciemnej kolorystyce pasującej do horrorów. Dodaje to klimatu zwłaszcza kiedy słuchamy mrocznych kronik zakładu Arkham. Osobną kwestię stanowią modele postaci. O ile te ważniejsze są zrobione solidnie, tak zwykli przeciwnicy wyglądają raczej jak armia klonów niż zgraja bandziorów. To do czego można się jeszcze przyczepić to oczy bohaterów. Podczas przerywników kiedy nasz bohater rozmawia ze strażnikami, oni wyglądają jak naćpani. Ich wzrok skupiony jest ciągle na jednym konkretnym miejscu. Zabawnie wygląda, kiedy jedna z postaci rozwodzi się nad losem zabitego przyjaciela, klęcząc przy nim i wpatrując się w róg pomieszczenia. Design głównych bohaterów jednak to wynagradza. Osoby znające postacie ze świata Batmana jedynie z filmów nie będą miały problemów z rozpoznaniem superprzestępców gdyż mimo własnego designu zachowują elementy charakterystyczne. Wisienka na torcie jest wspomniany już voice-acting, który wynosi oprawę dźwiękową tytułu do konsolowej czołówki .
Pająk, Nietoperz, Rosomak, Surykatka
Przez chwilę warto zastanowić się czy nowy Batman jest naprawdę najlepszą grą bazującą na komiksie. Możliwe, że tak naprawdę jest, dzięki różnorodności stawianych przed nami zadań podczas rozgrywki. Sam jednak nie postawiłbym takiej tezy. Gra jest naprawdę świetna, ale moim zdaniem gorsza od starusieńkiego Punishera, znanego z automatów. To co mogę śmiało powiedzieć, to że Batman Arkham Asylum jest najlepszą komiksową grą konsol obecnej i poprzedniej generacji. Za to Rocksteady należą się ogromne brawa, a wszyscy ci którzy tworzyli niegrywalne crapy (Ironman) powinni się schować ze wstydu.
Przy okazji warto wspomnieć o pucharkach/acziwach. Połowę z nich można zdobyć przechodząc grę. Reszta wpadnie za zaliczenie elementów dodatkowych jak zagadki czy wyzwania. Nie jest to lista która wybija się pomysłowością, ale nagrody są tak rozłożone, że nigdy nie czujemy się tak jakbyśmy coś robili za darmo. Maniacy calaków nie powinni specjalnie cierpieć wykonując zadania, nie jest to jednak jeden z tych tytułów w których punkcicki/trofea zdobywa się praktycznie za nic. Dlatego listę należy poczytać za element pozytywny. Trochę się napracujemy ale przynajmniej nie trzeba boostować.
Zostało jeszcze paru bandziorów do załatwienia.
Po olbrzymim sukcesie tej gry od Rocksteady należy się spodziewać sequelu. Uniwersum Batmana jest na tyle duże, że oprychów i szaleńców do pokonania prędko nie zabraknie. Ja już zacieram ręce. Wspaniałość Arkham Asylum polega chyba na tym, że jest praktycznie dla każdego. Osoba niezaznajomiona z bohaterem Gotham i jego światem będzie mogła zagrać w świetny tytuł z genialnymi pojedynkami z bossami, dobrze zrobionymi elementami skradankowymi i przystępnym systemem walki. Osoba bardziej zainteresowana będzie mogła zająć się rozwiązywaniem zagadek Edwarda Nigmy, poznawaniem historii zakładu i jego mieszkańców. Ci którzy uwielbiają wyzwania będą mogli sprawdzić się w specjalnie do tego przygotowanym trybie Challenge.
Oby nadchodzące Marvel Ultimate Alliance 2 okazało się równie dobrym tytułem o superbohaterach. Wtedy po latach czekania zostalibyśmy rozpieszczeni przez obie największe stajnie komiksowe praktycznie w tym samym czasie. Dla każdego byłoby coś miłego.
I tak jeszcze raz dla pewności. Oceny tej gry nie są przesadzone. Batman: Arkham Asylum jest naprawdę tytułem dla którego warto było przeboleć lato bez gier.
sobota, 29 sierpnia 2009
I sell the Dead
http://www.imdb.com/title/tt0902290/
niedziela, 23 sierpnia 2009
niedziela, 9 sierpnia 2009
Dead Ringers
Ostatnio miałem okazję po paru ładnych latach odświeżyć sobie Dead Ringers. Jest to historia dwóch braci bliźniaków-dziwaków, którzy są geniuszami i innowatorami na polu medycyny.
czwartek, 30 lipca 2009
czwartek, 23 lipca 2009
Azja straszy: Gry part 1
*Project Zero/Fatal Frame
*Forbidden Siren/
wtorek, 21 lipca 2009
Tupac OG 1
Dzisiaj pojawiło się 11 nowych/ oryginalnych wersji kawałów 2paca!!!!
Kiedy wszystko się uploaduje zapodaje inny OG
poniedziałek, 13 lipca 2009
Call of Juarez Bound in Blood na X360
Dziki zachód to całkiem wdzięczny temat, przepełniony legendami o złocie, Indianach i rewolwerowcach wyjętych spod prawa. Mimo tego że epoka największego zainteresowania i popularności westernów przeminęła już jakiś czas temu, co jakiś czas pojawiają się perełki przywracające to uczucie. Każdy przecież kiedyś chciał mieś sześciostrzałowca, kapelusz i konia na którym przemierzałby pustkowia w poszukiwaniu bogactw. To wszystko może powrócić dzięki Call of Juarez : Bound in Blood – najnowszej i jednocześnie najlepszej grze FPP osadzonej w westernowym świecie.
Cztery akty masakry
Dwóch braci dezerterów z armii konfederatów wyrusza na poszukiwanie słynnego skarbu Azteków siejąc po drodze zniszczenie i mordując każdego rewolwerowca stającego im na drodze. Bandytom towarzyszy ich młodszy brat – ksiądz, który to próbuje ich za wszelką cenę nawrócić. Zakończenie tej historii zna każdy kto zagrał w pierwsze Call of Juarez gdyż Bound in Blood jest prequelem i ukazuje losy rodziny McCallów przed nawróceniem Ray'a. Oczywistym jest, że podczas tej przygody musi dojść do miłosnego trójkąta, zdrady i zemsty czyli wszystkiego co najlepsze w westernach. Wszystkie wydarzenia są przedstawione podczas przerywników podczas misji a także narracji jednego z braci okraszonych świetnie zrobionymi szkicami na początku każdego z 15 rozdziałów tej historii. Jest kilka rzeczy do których można by się przyczepić w warstwie fabularnej ale stanowi ona całkiem solidną całość zapewniającą dziewięć godzin przygody pośród małych miasteczek czy indiańskich wiosek ukazanych w 5 aktach.
Sześciostrzałowy rewolwer miał i często go używał
Na pierwszy rzut oka strzelanie się na dzikim zachodzie nie może wiele różnić się od strzelania się podczas wojen światowych, współcześnie czy w odległej przyszłości w kosmosie. Tak jednak do końca nie jest za sprawą pojedynków żywcem wyjętych z kultowych klasyków kina. Co prawda dzięki dziwnemu sterowaniu jest to jeden z bardziej frustrujących elementów rozgrywki, a dodatkowo sama formuła szlachetnych starć w samo południe nie pasuje zbytnio do gry o bandziorach lecz sam pomysł jest bardzo ciekawy. Sama rozgrywka jest dość typowym Fpp z automatycznie regenerującym się życiem i współpracą z Ai która steruje naszym partnerem (na początku większości misji wybieramy brata którym chcemy grać). Tym co ma wydłużyć rozgrywkę jest różny sposób grania bohaterami. Ray ma być typowym twardzielem zdolnym wyważać drzwi i używać dwóch pistoletów naraz. Thomas bardziej zwinny potrafi poza standardową bronią używać łuku czy noży do rzucania. Tak naprawdę zabawa jest wręcz identyczna i występują tylko minimalne zmiany w stojących przed nami zadaniach. Ekipa z Techlandu chciała pójść za trendem gier typu sandbox i wrzuciła dwa poziomy na zasadzie otwartego świata. Czekają nas tam zadania poboczne (niestety tylko w liczbie sześciu) które możemy wykonać na całkiem sporej mapie. Poza nierealnie przedstawioną jazdą konno również nasz arsenał wskazuje epokę w jakiej dzieje się Call of Juarez. Oddano nam do dyspozycji kilka strzelb, shotgunów i bogatą gamę pistoletów. Wszystkie te bronie można spotkać w czterech różnych jakościach – od idealnej cechującej się wysokimi statystykami do zardzewiałej znacznie słabszej i wolniejszej. Lepsze bronie znaleźć można przy ciałach poległych wrogów lub zakupić w sklepach pojawiających się w większości misji. Pieniądze na zakupy zdobywamy wykonując wspomniane zadania poboczne, przeszukując domy, miejsca jakie odwiedzimy lub zbierając z poległych. Warto też wspomnieć o innym dość popularnym motywie, mianowicie o kolejnym klonie bullet time'u. Tym razem jest to specjalny tryb koncentracji bohatera w którym to zaznaczamy przeciwników (Ray) na których dokonamy egzekucji lub udajemy słynną sztuczkę z własnoręcznym przeładowywaniem bębenka rewolweru (Thomas). Jest to bardzo przydatny zwłaszcza na wyższych poziomach trudności element gry. To wszystko okraszone jest sekcjami w stylu ucieczki dyliżansem czy podróży za pomocą kanu.
Jednak należy się przyczepić do pewnego elementu. Chodzi o brak kooperacji offline czy online. Jest to jeszcze bardziej dotkliwe zważając że prawie całą grę rozgrywamy we współpracy z konsolą. Gdyby drugim bratem sterował inny gracz tytuł zyskałby wiele a jego miodność wzrosłaby znacząco. Szkoda, ale zawsze liczyć można na jakiś patch czy dlc dające taką możliwość. To co zostało nam udostępnione mimo słabszych elementów jak jazda konna jest ciągle bardzo solidne.
Ahhh ten kapelusz
Charakterystyczne dla dzikiego zachodu okrycie głowy zostało tym co zapamiętałem z poszukiwania skarbu. Dokładnie to czarny kapelusz Ray'a który podczas większości scenek wyglądał strasznie. Świecił się bardziej niż samochody w Gran Turismo a do tego gdy się mu przyjrzeć wytwarza dziwną poświatę. Trochę to smutne gdyż stojąc na skraju widok pobliskiego miasta w blasku słońca w samo południe zapiera dech w piersiach. Większość elementów przyrody jest stworzona genialnie i aż się chce poświęcić czas przeznaczony na zabijanie aby podziwiać otaczające nas widoki. Niestety musi pojawić się coś co popsuje nam tą przyjemność. Może być to cień bohatera poruszający się po piachu tak nienaturalnie, że należy się cieszyć z braku opcji gry w TPP gdyż byłaby to tragedia. Negatywne uwagi można uznać za czepialstwo ale jest to raczej skutek tego, że Bound in Blood graficznie nie odstaje od czołówki gier na Xboxa. Tym co jednak naprawdę potrafi zdenerwować jest przenikanie się tekstur pojawiające się prawie zawsze podczas ostrzału z ukrycia. Nie dość, że nasza broń znika w pudle za którym się ukrywamy to można odnieść wrażenie, ze nasz bohater potrafi przechodzić przez ściany kiedy to staniemy zbyt blisko jakiegoś budynku i nasze ręce znikają. Śmiało można powiedzieć, że silnik graficzny Chrome w wersji 4 zasługuje na to by być wykorzystywanym w innych produkcjach.
Do dźwięku nie można mieć większych zastrzeżeń gdyż melodie zwłaszcza podczas pojedynków są świetnie dobrane, różne bronie wydają odmienne od siebie odgłosy. Voice acting jest całkiem solidny zwłaszcza w przypadku dwóch głównych bohaterów których docinki między sobą można usłyszeć w trakcie gry. Szkoda tylko, że nie powstało ich więcej gdyż ciągłe wykrzykiwanie brata o tym, że marnujemy pieniądze pakując 5 kulek w przeciwnika zamiast jednej dość szybko staje się nudne. Wielu graczy jest rozżalone brakiem choćby polskich napisów w wersji konsolowej. Niesmaku dodaje to, że piratom udało się w chwilę podmienić pliki odpowiedzialne za napisy i mogą się oni cieszyć grą po polsku (tak samo użytkownicy komputerów których potraktowano lepiej niż graczy konsolowych). To wina Ubisoftu a nie Techlandu ale tym którzy nie znają angielskiego zabierze wiele z zabawy.
Polak na dzikim zachodzie
Nasze krajowe dobro jakim jest Call of Juarez BiB zasłużyło na wysokie noty gdyż to kolejna już po Wiedźminie gra na światowym poziomie. Co prawda gra Techlandu nie jest w stanie zawalczyć z tuzami gatunku jak Call of Duty, Bioshock czy Half Life, lecz spokojnie może stać w Top 15 a może nawet Top 10 gier FPP obecnej generacji. Dodając do tego wyjątkowe usytuowanie miejsca akcji CoJ jest to tytuł po który warto sięgnąć aby zachęcić rodaków do tworzenia coraz to lepszych gier (aż się boje co wyjdzie z Dead Island jeśli ekipa posiedzi trochę nad nim).
piątek, 10 lipca 2009
poniedziałek, 6 lipca 2009
piątek, 26 czerwca 2009
Śmiało można powiedzieć, że jest to znacznie lepsza wersja od oryginału. Jest jakoś bardziej melancholijna co było zamierzeniem oryginału. Do tego zamiast dennego Lil Wayne'a jest Marie Digby
niedziela, 21 czerwca 2009
piątek, 12 czerwca 2009
[Prototype]
Gry typu sandbox stały się już normą. Nie ma gatunku którego
Pucharki/ acziwy są dość różnorodne i czasochłonne. Trzy rodzaje "zbieradeł" w tym jeden bardzo innowacyjny typ. Kiedy pochłoniemy odpowiednią postać poznamy kolejny skrawek historii bohatera/okupacji/projektu. Do tego po raz kolejny zabij powyżej 50tysięcy zainfekowanych (Capcom powinien to opatentować) a także użyj skutecznie swoich nowo nabytych umiejętności. Nie każdego zadowoli wymóg kolejnego przejścia gry na najwyższym poziomie trudności czy nagroda za przejście gry bez utraty zycia. Prawdziwym wyzwaniem są jednak eventy których część postawiło bardzo wysoką poprzeczkę.
Ogólnie całkiem mocna lista wymuszająca wyciśnięcie wszystkich soków z tego tytułu co należy poczytać za plus.
Ostatecznie trafia do nas solidny tytuł w którym usprawnienia i nowości przesłaniają wady. Spokojnie można Prototype przyznać tytuł gry wakacji bo do pojawienia się nowego Batmana nic już nas tak pozytywnie nie zaskoczy.
piątek, 5 czerwca 2009
E3 2009 bardzo subiektywnie
Przechodząc do meritum przedstawiam poniżej subiektywne Top/Flop Elecronic Entertainment Expo 2009.
Wpadka roku - Wii Motion Plus
wtorek, 2 czerwca 2009
poniedziałek, 1 czerwca 2009
środa, 20 maja 2009
poniedziałek, 4 maja 2009
niedziela, 3 maja 2009
Elo matura 2k9 edition
niedziela, 26 kwietnia 2009
piątek, 24 kwietnia 2009
Sickology 101
czwartek, 23 kwietnia 2009
środa, 22 kwietnia 2009
The Day After The Day After
Po pierwsze powstała "Liga niezwykłych dżentelmenów" której celem jest pokazanie wysokiej kultury wobec pewnych osób.
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
niedziela, 19 kwietnia 2009
He was Dead.... But He Got Better
Kawałek tygodnia vol.1
Skyzoo - Alphabet Soup wyprodukowane przez Jaya Dee {RIP}
Kawałek pochodzi z nowego (darmowego) mixtape/
Myspace
Mixtape Power of Words (100mb /link ze strony artysty)
Wu-Tang Clan w wersji soft
piątek, 17 kwietnia 2009
środa, 15 kwietnia 2009
Najgłupszy film w historii kina?
Reżyseria: Kei Law
Gatunek: Bruceploitation, siepanka, komedia
Ocena IMDB: 6.6
Wielu kinomanów poszukuje filmów wybitnych. Wyjątkowych dzieł kompletnie odmiennych od komercyjnej papki. Czegoś naprawdę artystycznego i ambitnego (szkoda tylko że na takie filmy nie chodzą do kina i dzieła maja wyniki gorsze od HanyMontany czy innych Dragonboli), warto szukać ale nie powinniśmy z tym przesadzać. Ja jak każdy człowiek chętnie obadam dobry film ale nie stronie od komercji czy tandety. W związku z moim ostatnim napadem zainteresowania kinem kopanym z Azji odświeżyłem klasyki i dorwałem nieznane mi wcześniej filmy. Do nich należy Li san jiao wei zhen di yu men czyli Dragon Lives Again.
Największa gwiazda kina sztuk walki niestety zmarła. To nie mogło jednak zatrzymać boomu na filmy z jego udziałem. Bruce mimo śmierci "zagrał" w olbrzymiej ilości filmów które dzięki jego nazwisku miały szansę na sukces. Przykładem takiego filmu jest wspomniana produkcja. Bruce Lee po śmierci trafia do zaświatów/piekła czy czegoś na wzór czyśćca. Po zejściu do czeluści jego wygląd się zmienił (świetny sposób żeby wytłumaczyć dlaczego aktor nie jest wcale podobny do pana Lee) a on sam musi się dostosować do nowego środowiska. Historia nie jest zbyt inteligentna ale to dopiero początek a najlepsze przed nami. Zaświaty posiadają króla którego głównym zajęcie jest uganianie się za dziewczynami topless. Jego osoba denerwuje pewnych mieszkańców którzy tworzą koalicje przeciwko niemu. Rebeliantami są Drakula (w wydaniu chińskim), James Bond (agent 007 nie podobny do siebie ale przynajmniej nie grany przez chińczyka), Clint Eastwood (ze epoki spaghetti westernów grany przez żółtego ludzika z doczepionymi bakami) a także gwiazda kina erotycznego Emanuelle. Bruce ma się do nich przyłączyć albo zginąć(?). Jednak nasz superbohater zamierza rozegrać sprawę po swojemu. Fabuła tego filmu jest tak szalona i surrealistyczna, że może jej współautorem jest David Lynch albo Takeshi Miike. Szkoda tylko że wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Na pierwszy rzut oka widać, że film powstał tylko by wykorzystac mit Małego Smoka i zarobić a nim dużo kasy. Choreografia scen walki przypomina zabawy jakie wyczyniało się na podwórku z kolegami. W niektórych scenach po prostu widać że przeciwnicy już przed dostaniem kopniaka odlatują na kilka metrów. Lee był potężny ale czy aż tak? Film trzeba zobaczyć choćby dlatego, że obecnie prawa autorskie i procesy jakieby powstały uniemożliwiają zebranie tylu postaci i wrzucenie ich do jednego filmu.
Jest to coś wyjątkowego...... niepowtażalna głupota która jednak ma coś w sobie dzięki tak szalonemu pomysłowi na fabułę i wykorzystanie największych postaci fukcyjnych ówczesnego okresu. Zawsze jest szansa że komuś to się tak spodoba, że nakręci amatorski sequel np. z Chuckiem Norrisem i 50centem. Ja chętnie bym coś takiego zbadał (poziom kolejnej wersji awet jeśli robiony gdzieś w piwnicy na pewno nie będzie zbytnio odstawał od oryginału).
Znaczkersy:
wtorek, 14 kwietnia 2009
Cichy remake

Każdy gracz nosi w sercu (głowie) jakąś serię gier. Po prostu pojawiają się tytuły które potrafią zawładnąć człowiekiem. W moim przypadku Silent Hill na PSX sprawił, że w horrorach szukałem już nie tylko flaków i krwi ale prawdziwego (pierwotnego) strachu. Lęku przed nieznanym, tajemnicy i dobrej historii. O samych Silentach i moich przygodach z nimi związanymi napiszę jeszcze kiedyś, teraz chcę się raczej skupić na wiadomości o nadchodzącej reinterpretacji tego już dziesięcioletniego horroru.
Na początek powiem, że na 90% właśnie dla tej gierki sprawie sobie własne Wii a w przypadku tak skąpej jak ja osoby to coś znaczy.
Mam nadzieje że tytuł nie zawiedzie i porządnie przetrzepie tyłek wszystkim malkontentom dla których seria jest już martwa. Do zobaczenia w miejscu z naszych niespokojnych snów.
poniedziałek, 13 kwietnia 2009
Żałoba narodowa
Wszystko to zachęciło mnie do odświeżenia klasyków gatunku i nakręcenia czegoś własnego. Najbliższe dni miną zatem na przekopywaniu sterty filmów i oglądaniu mistrzów gilotyny, shaolinów czy 5 niepełnosprawnych wojowników kung fu.
sobota, 11 kwietnia 2009
Artefakt
czwartek, 9 kwietnia 2009
środa, 8 kwietnia 2009
poniedziałek, 6 kwietnia 2009
piątek, 3 kwietnia 2009
Jestem rosomakiem
Gdy byłem jeszcze dzieciakiem i dowiedziałem się że mój wtedy najulubieńszy bohater komiksów jest małym zwierzątkiem byłem w szoku. Sytuacje poprawił trochę film gdzie grupa dzieciaków nazwanych rosomakami odpierała atak komunistów w małym amerykańskim miasteczku (zna ktoś tytuł tego filmu?). Nigdy jednak nie zrozumiałem jak taki mega madafaka może mieć ksywkę opisującą coś podobnego do małego psa. Niestety nowy film o przygodach ekipy X-Men nie udzielił odpowiedzi na to jakże frapujące pytanie.W maju w kinach pojawi się X-Men Origins Wolverine którego celem było przybliżenie owłosionego szaleńca który zakłada na siebie żółte ciuszki i ma superczuły zmysł węchu. Ja jako pirat dorwałem (jeszcze nie finalną) wersję filmu. Muszę więc zdać relacje z seansu i uzmysłoiwć wam czemu warto wybrać się na to do kina.
środa, 1 kwietnia 2009
Zamieszkaj z dziewczyną w której podkochujesz się od lat
poniedziałek, 30 marca 2009
Slaughterhouse na żywo
Slaughterhouse - Onslaught (Live) from 2dopeboyz.com on Vimeo.
Całkiem nowa ekipa lirycznych rzeźników jest już pewnością. Na tym klipie widać jak ziomy wykonują na żywo razem jeden z kilku kawałków które nagrali. Onslaught bo tak nazywa się ten utwór jest całkiem niezły i każdy emce pokazuje na co go stać przy mikrofonie. Szykuje się dobra konkurencja dla supergrupy EmC.
iTunes iChuj
sobota, 21 marca 2009
UR Krazy Man
Jako bonus skecz ze świetnego In Living Color który idealnie pasuje na przedmiot Ethnic Minorities on American Tv który to jest moją wspaniałą opcjonalką na ten semestr.
Odgrzejmy trzy kotlety na ucztę
Feast III Happy Endings to kontynuacja losów postaci z poprzednich dwóch części. Początek filmu pokrywa się z ostatnimi minutami 2. przedstawia jednocześnie jeszcze raz bohaterów (niektórych tylko po to by w ułamku sekundy wykluczyć z zabawy). Nie chcąc psuć wam zabawy powiem tylko tyle że pewne postacie nie kończą tak jakby sie nam wydawało a nowi pomyleńcy tacy jak nastoletni mistrz karate czy upośledzony magik pasują idealnie do reszty bandy.
Nasza ekipa nadal próbuje wydostać się z miasta opętanego przez potwory nieznanego pochodzenia. Tym razem na ich drodze poza głupotą pojawiają się kolejne przeszkody takie jak Tankopodobny stwór (przypomina trochę potwora z Left 4 Dead), czy ludzio-zombie-mutanty. Z rzeczy bardziej interesujących/odrażających w końcu zobaczymy co się dzieje z osobą która zostaje brutalnie zgwałcona, co znaczy amerykańskie powiedzonko " kick shit out of someone". Reżyser i scenarzyści chcielu nam tez pokazać, że z powodu niepełnosprawnosći nie powinniśmy czuć się wykluczeni ze społeczeństwa czy grupy w jakiej przebywamy. Poruszyli oni również poważny problem zbyt powszechnego dostępu do broni palnej. Tyle poważnych tematów w tak na pierwszy rzut oka banalnym i nic nie wartym filmie. Co do wisienki na torcie czyli gore to nie uświadczymy go tak znowu wiele i można mieś uczucie plastikowości czy komputerowości pewnych scen tego typu ale patent z wyciągeniem flaków poprzez organy reprodukcyjne kobiet jest na tyle postrany, że fan poprzedników powinień poczuć się jak w domu.
Największym plusem Feast3 tak jak miało to miejsce w poprzedniej odsłonie są dwie panie punk/ghotic czy cośtam które ponownie odsłaniają swoje wdzięki i liczne tatuaże. Do tego dochodzi jeszcze zakończenie tak wzięte z kosmosu, że nikt nie mógł go przewiedzieć.
Profesjonalny krytyk powiedziałby, że cały film jest do niczego i uznał każdy jego element za wadę. Ja tymczasem nie zjadę nic bo film jest tak słaby i tandetny że pewnie stanie się obrazem kultowym w kegach fanów kina z pułki Z. Tym razem nie mam twórcą za złe jekości i zawartości tej produkcji. Ponoć sami się przyznali że był to skok na kasę, a odcinanie kuponów od całkiem solidnego i fajnego pierwszego filmu już tak nie razi jak przy dwójce która była dla mnie butem na twarz.
Gdyby ten film wylądował w pakiecie Grindhouse i miał taka obsadę jak dziełko Rodrigueza to pewnie byłby wychwalany i zbierał całkiem niezłe noty. Niestety nie jest to produkcja tego kalibru i wyląduje w czytniku dvd tylko tych zboczeńców których kupa nie odstrasza ale kręci.
Dragon SpierdBall
Jak jakieś 80% ludzi którzy spędzali swoje młodzieńcze dni w szalonym okresie lat dziewięćdziesiątych wychowałem się na japońskiej animacji i kultowym w wielu kręgach jej przedstawicielu - serii Dragon Ball. Te poprzekręcane nazwy postaci i nakładane polskiego lektora na francuskie głosy to było właśnie to co trzymało ludzi przed telewizorem z odpalonym RTL7/TVN7. Niestety ktoś postanowił zrobić z tej świętości Toriamy film i nie grał w nim Brad Pitt!!! To co z tego projektu wyszło przejdzie do legendy kina.

Nic wspaniałego z tego co wyszło, a jedyne co zostanie zapamiętane to wyjątkową zdolność ludzi odpowiedzialnych za scenariusz. To oni zniszczyli coś co małym nakładem sił mogłoby przynieść niezłą kasę. Sam film jest swoistą reinterpretacją oryginalnej historii gdzie zamiast dzieciaka Goku mamy młodzieńca a część postaci wyparowała. Fabuła w skrócie wygląda następująco
Tysiące lat temu demon z planety Namek zaatakował i zniszczył prawie całą niebieską planetę. 7 mistrzom udało się go uwięzić, kosztowało ich to jednak życie. Teraz bestia ma powrócić a jedyne co może ją powstrzymać to siedem smoczych kul i tajemniczy młodzieńiec Goku którego przeszłość i pochodzenie jest owiana tajemnicą.
sobota, 14 lutego 2009
Dobre miejsce dla newsów o grach itp.

Link:
http://www.kzme.pl/
50 filmów w tydzień
Lista:
Cube
Blade Runner
Azazel
Fallen
poniedziałek, 26 stycznia 2009
poniedziałek, 12 stycznia 2009
Piknik na skraju drogi
Akcja książki dzieje się w nieokreślonych latach dwudziestego wieku. Na zielonej planecie wylądowali kosmici lecz równie szybko jak się pojawili zniknęli. Jedyne co po nich pozostało to tak zwane Strefy - składowiska artefaktów obcej cywilizacji. Czytelnik ma okazję zapoznać się z przemianami jakie zachodzą w ciągu dekady w Harmont, mieście w którym doszło do jednego z lądowań. Głównym bohaterem przedstawionej historii jest Red „Rudy” Shoert . Jest on stalkerem czyli swego rodzaju poszukiwaczem przygód zajmującym się nielegalnym wydobywaniem i handlem pozostałościami po kosmitach. Zajęcie to jest bardzo ryzykowne gdyż w miejscu lądowania obcych doszło do przemian w otoczeniu i środowisko naturalne pełne jest niebezpiecznych pułapek i dziwnych zjawisk biologicznych i fizycznych. Do tego legalny dostęp do Stref mają tylko naukowcy z instytutów ONZ a każdy nieproszony gość w razie złapania zostaje rozstrzelany. Wraz z kolejnymi stronami książki młody bohater dorasta, zakłada rodzinę i ponosi straszne konsekwencje swego zawodu. Książka jest uznawana za wybitną dzięki dokładnemu pokazaniu skutków decyzji bohatera i wpływu jego działań na całą jego rodzinę a także miasto. Brak tutaj komiksowych, jednostronnie pozytywnych lub negatywnych postaci za co chwała twórcom. Innym pozytywnym aspektem jest to że bohaterowie nawet najwybitniejsi naukowcy powieści nie posiadają wiedzy objawionej na temat zdarzeń. Poruszają się oni jedynie w ciemności spekulując na temat tego co zaszło a przedstawiane przez nich teorie dają czytelnikowi wybór preferowanej przez niego wersji wydarzeń jednocześnie nie pozwalają definitywnie stwierdzić jaki był cel lądowania pozaziemskiej cywilizacji i czy doszło do niego naprawdę.
Co ciekawe książka mimo że została napisana ponad dziesięć lat przed Katastrofą w Czarnobylu posiada wiele powiązań z tą tragedią. Przedstawione w niej opuszczone miejsca i tereny skażone a także konsekwencje szkodliwego promieniowania i panika jaką wywołuje tragiczne zdarzenie automatycznie umiejscawia Harmont na Ukrainie. Przykre dzieje historii sprawiają że powieść w klimatach fantastycznych staję się znacznie bliższa smutnej prawdy niż mogło się to wydawać autorom podczas tworzenia jej.
Co do samego sposobu napisania książki to opiera się ona w głównej mierze na dialogach pozwalających poznać mieszkańców przeklętego miasta. Język jakim posługują się postacie nie jest upiększany i na przykład stalkerzy nie stronią od wulgaryzmu tak jak nie stronią od alkoholu. Nadaje to prawdziwości postaciom i wpasowuje się w ich charaktery co należy poczytać za plus książki. Zastosowanie do opisu wydarzeń perspektywy pierwszoosobowego uczestnika wydarzeń zamiast wszechwiedzącego trzecioosobowego narratora podkreśla atmosferę niepewności i doskonale uzasadnia brak wiedzy i spekulacje bohatera na temat Strefy.
To co może zawieść część czytelników to dość lakoniczne opisy zjawisk, samej strefy i postaci. Można to jednak potraktować jako zachętę do wytężenia własnego umysłu i stworzenia własnej wizji krajobrazów i stworzeń które wywołują w bohaterach dane emocje. Niestety podobnie jak w przypadku książek innego mistrza P.K. Dicka można odczuć niedosyt, gdyż przy tak nietuzinkowym pomyśle chciałoby się dokładniej poznać realia i otoczenie wykreowanego świata. Cała przygoda jednak zbyt szybko się kończy a trochę ponad 170 stron jest zbyt małą ilością papieru by dokładnie wyeksploatować liczne nowatorskie idee Strugackich zawarte w czterech rozdziałach książki. Jeżeli czytelnik jest w stanie przeboleć te kwestie to powinien jak najszybciej poznać jedną z najciekawszych książek w gatunku fantastyki naukowej.
Fan gatunku odnajdzie tu na pewno niespotykane podejście do kwestii kosmitów i wynalazków a także prorocze ostrzeżenie przed eksperymentami i ich wpływem na otoczenie człowieka. Natomiast ci którzy nie są zaznajomieni z literaturą science fiction a tym bardziej z jej rosyjskimi przedstawicielami powinni jak najszybciej przeczytać „Piknik na skraju drogi” gdyż ten przedstawiciel gatunku potrafi zachęcić do poznania dorobku fantastycznonaukowego państwa położonego na wschodzie.
PS. Najnowsze wydanie książki przełożone przez Irenę Lewandowską posiada odmienny od oryginalnego tytuł „S.T.A.L.K.E.R. Piknik na skraju drogi”
niedziela, 11 stycznia 2009
2009 most wanted list
Ichi:
er:
Saboteur http://www.pandemicstudios.com/saboteur/

Gra o II Wojnie Światowej w której w końcu pojawiają się jakieś nowości. Twórcy Mercenaries zapewne stworzą tym razem coś poważniejszego. Mamy więc czarno białe obszary opanowane przez niemieckiego okupanta i zabawę w partyzantkę. Jeśli nie skopią tego to zagramy w ciekawego sandboxa który pewnie będzie miał trochę z Freedom Fighters i Assasina.
tres:
sobota, 10 stycznia 2009
Hilts: Well, like I told Max here, I was trying to get my...
German Soldier: [Voice] Achtung!
[Von Luger enters]
Von Luger: What were you doing by the wire?
Hilts: Well, like I told Max... I was trying to cut my way through your wire because I want to get out.
sobota, 3 stycznia 2009
high voltage
Na necie pojawił się trailer do Crank/Adrenalina 2. To trzeba zobaczyć i samemu zabrać się za kolejną cześć.



