Feast III Happy Endings to kontynuacja losów postaci z poprzednich dwóch części. Początek filmu pokrywa się z ostatnimi minutami 2. przedstawia jednocześnie jeszcze raz bohaterów (niektórych tylko po to by w ułamku sekundy wykluczyć z zabawy). Nie chcąc psuć wam zabawy powiem tylko tyle że pewne postacie nie kończą tak jakby sie nam wydawało a nowi pomyleńcy tacy jak nastoletni mistrz karate czy upośledzony magik pasują idealnie do reszty bandy.
Nasza ekipa nadal próbuje wydostać się z miasta opętanego przez potwory nieznanego pochodzenia. Tym razem na ich drodze poza głupotą pojawiają się kolejne przeszkody takie jak Tankopodobny stwór (przypomina trochę potwora z Left 4 Dead), czy ludzio-zombie-mutanty. Z rzeczy bardziej interesujących/odrażających w końcu zobaczymy co się dzieje z osobą która zostaje brutalnie zgwałcona, co znaczy amerykańskie powiedzonko " kick shit out of someone". Reżyser i scenarzyści chcielu nam tez pokazać, że z powodu niepełnosprawnosći nie powinniśmy czuć się wykluczeni ze społeczeństwa czy grupy w jakiej przebywamy. Poruszyli oni również poważny problem zbyt powszechnego dostępu do broni palnej. Tyle poważnych tematów w tak na pierwszy rzut oka banalnym i nic nie wartym filmie. Co do wisienki na torcie czyli gore to nie uświadczymy go tak znowu wiele i można mieś uczucie plastikowości czy komputerowości pewnych scen tego typu ale patent z wyciągeniem flaków poprzez organy reprodukcyjne kobiet jest na tyle postrany, że fan poprzedników powinień poczuć się jak w domu.
Największym plusem Feast3 tak jak miało to miejsce w poprzedniej odsłonie są dwie panie punk/ghotic czy cośtam które ponownie odsłaniają swoje wdzięki i liczne tatuaże. Do tego dochodzi jeszcze zakończenie tak wzięte z kosmosu, że nikt nie mógł go przewiedzieć.
Profesjonalny krytyk powiedziałby, że cały film jest do niczego i uznał każdy jego element za wadę. Ja tymczasem nie zjadę nic bo film jest tak słaby i tandetny że pewnie stanie się obrazem kultowym w kegach fanów kina z pułki Z. Tym razem nie mam twórcą za złe jekości i zawartości tej produkcji. Ponoć sami się przyznali że był to skok na kasę, a odcinanie kuponów od całkiem solidnego i fajnego pierwszego filmu już tak nie razi jak przy dwójce która była dla mnie butem na twarz.
Gdyby ten film wylądował w pakiecie Grindhouse i miał taka obsadę jak dziełko Rodrigueza to pewnie byłby wychwalany i zbierał całkiem niezłe noty. Niestety nie jest to produkcja tego kalibru i wyląduje w czytniku dvd tylko tych zboczeńców których kupa nie odstrasza ale kręci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz