czwartek, 30 lipca 2009

Day 1

czwartek, 23 lipca 2009

Azja straszy: Gry part 1

Uczucie lęku jest jednym z najbardziej subiektywnych wrażeń jakie towarzyszy człowiekowi podczas jego podróży po ziemskim padole. Jedni boją się ciemności, owadów czy kiboli, inni natomiast nie są w stanie wytrzymać samotności, ciszy czy widoku psa. Nikt nie może powiedzieć, że jego lęk jest prawdziwszy czy bardziej realny od obaw innych. Dlatego też nie da się stworzyć horroru w jakiejkolwiek postaci który zadowoliłby wszystkich ludzi na tej planecie.


*Project Zero/Fatal Frame

*Forbidden Siren/

wtorek, 21 lipca 2009

Tupac OG 1



Dzisiaj pojawiło się 11 nowych/ oryginalnych wersji kawałów 2paca!!!!
Kiedy wszystko się uploaduje zapodaje inny OG

poniedziałek, 13 lipca 2009

Call of Juarez Bound in Blood na X360



Dziki zachód to całkiem wdzięczny temat, przepełniony legendami o złocie, Indianach i rewolwerowcach wyjętych spod prawa. Mimo tego że epoka największego zainteresowania i popularności westernów przeminęła już jakiś czas temu, co jakiś czas pojawiają się perełki przywracające to uczucie. Każdy przecież kiedyś chciał mieś sześciostrzałowca, kapelusz i konia na którym przemierzałby pustkowia w poszukiwaniu bogactw. To wszystko może powrócić dzięki Call of Juarez : Bound in Blood – najnowszej i jednocześnie najlepszej grze FPP osadzonej w westernowym świecie.


Cztery akty masakry

Dwóch braci dezerterów z armii konfederatów wyrusza na poszukiwanie słynnego skarbu Azteków siejąc po drodze zniszczenie i mordując każdego rewolwerowca stającego im na drodze. Bandytom towarzyszy ich młodszy brat – ksiądz, który to próbuje ich za wszelką cenę nawrócić. Zakończenie tej historii zna każdy kto zagrał w pierwsze Call of Juarez gdyż Bound in Blood jest prequelem i ukazuje losy rodziny McCallów przed nawróceniem Ray'a. Oczywistym jest, że podczas tej przygody musi dojść do miłosnego trójkąta, zdrady i zemsty czyli wszystkiego co najlepsze w westernach. Wszystkie wydarzenia są przedstawione podczas przerywników podczas misji a także narracji jednego z braci okraszonych świetnie zrobionymi szkicami na początku każdego z 15 rozdziałów tej historii. Jest kilka rzeczy do których można by się przyczepić w warstwie fabularnej ale stanowi ona całkiem solidną całość zapewniającą dziewięć godzin przygody pośród małych miasteczek czy indiańskich wiosek ukazanych w 5 aktach.


Sześciostrzałowy rewolwer miał i często go używał

Na pierwszy rzut oka strzelanie się na dzikim zachodzie nie może wiele różnić się od strzelania się podczas wojen światowych, współcześnie czy w odległej przyszłości w kosmosie. Tak jednak do końca nie jest za sprawą pojedynków żywcem wyjętych z kultowych klasyków kina. Co prawda dzięki dziwnemu sterowaniu jest to jeden z bardziej frustrujących elementów rozgrywki, a dodatkowo sama formuła szlachetnych starć w samo południe nie pasuje zbytnio do gry o bandziorach lecz sam pomysł jest bardzo ciekawy. Sama rozgrywka jest dość typowym Fpp z automatycznie regenerującym się życiem i współpracą z Ai która steruje naszym partnerem (na początku większości misji wybieramy brata którym chcemy grać). Tym co ma wydłużyć rozgrywkę jest różny sposób grania bohaterami. Ray ma być typowym twardzielem zdolnym wyważać drzwi i używać dwóch pistoletów naraz. Thomas bardziej zwinny potrafi poza standardową bronią używać łuku czy noży do rzucania. Tak naprawdę zabawa jest wręcz identyczna i występują tylko minimalne zmiany w stojących przed nami zadaniach. Ekipa z Techlandu chciała pójść za trendem gier typu sandbox i wrzuciła dwa poziomy na zasadzie otwartego świata. Czekają nas tam zadania poboczne (niestety tylko w liczbie sześciu) które możemy wykonać na całkiem sporej mapie. Poza nierealnie przedstawioną jazdą konno również nasz arsenał wskazuje epokę w jakiej dzieje się Call of Juarez. Oddano nam do dyspozycji kilka strzelb, shotgunów i bogatą gamę pistoletów. Wszystkie te bronie można spotkać w czterech różnych jakościach – od idealnej cechującej się wysokimi statystykami do zardzewiałej znacznie słabszej i wolniejszej. Lepsze bronie znaleźć można przy ciałach poległych wrogów lub zakupić w sklepach pojawiających się w większości misji. Pieniądze na zakupy zdobywamy wykonując wspomniane zadania poboczne, przeszukując domy, miejsca jakie odwiedzimy lub zbierając z poległych. Warto też wspomnieć o innym dość popularnym motywie, mianowicie o kolejnym klonie bullet time'u. Tym razem jest to specjalny tryb koncentracji bohatera w którym to zaznaczamy przeciwników (Ray) na których dokonamy egzekucji lub udajemy słynną sztuczkę z własnoręcznym przeładowywaniem bębenka rewolweru (Thomas). Jest to bardzo przydatny zwłaszcza na wyższych poziomach trudności element gry. To wszystko okraszone jest sekcjami w stylu ucieczki dyliżansem czy podróży za pomocą kanu.

Jednak należy się przyczepić do pewnego elementu. Chodzi o brak kooperacji offline czy online. Jest to jeszcze bardziej dotkliwe zważając że prawie całą grę rozgrywamy we współpracy z konsolą. Gdyby drugim bratem sterował inny gracz tytuł zyskałby wiele a jego miodność wzrosłaby znacząco. Szkoda, ale zawsze liczyć można na jakiś patch czy dlc dające taką możliwość. To co zostało nam udostępnione mimo słabszych elementów jak jazda konna jest ciągle bardzo solidne.

Ahhh ten kapelusz

Charakterystyczne dla dzikiego zachodu okrycie głowy zostało tym co zapamiętałem z poszukiwania skarbu. Dokładnie to czarny kapelusz Ray'a który podczas większości scenek wyglądał strasznie. Świecił się bardziej niż samochody w Gran Turismo a do tego gdy się mu przyjrzeć wytwarza dziwną poświatę. Trochę to smutne gdyż stojąc na skraju widok pobliskiego miasta w blasku słońca w samo południe zapiera dech w piersiach. Większość elementów przyrody jest stworzona genialnie i aż się chce poświęcić czas przeznaczony na zabijanie aby podziwiać otaczające nas widoki. Niestety musi pojawić się coś co popsuje nam tą przyjemność. Może być to cień bohatera poruszający się po piachu tak nienaturalnie, że należy się cieszyć z braku opcji gry w TPP gdyż byłaby to tragedia. Negatywne uwagi można uznać za czepialstwo ale jest to raczej skutek tego, że Bound in Blood graficznie nie odstaje od czołówki gier na Xboxa. Tym co jednak naprawdę potrafi zdenerwować jest przenikanie się tekstur pojawiające się prawie zawsze podczas ostrzału z ukrycia. Nie dość, że nasza broń znika w pudle za którym się ukrywamy to można odnieść wrażenie, ze nasz bohater potrafi przechodzić przez ściany kiedy to staniemy zbyt blisko jakiegoś budynku i nasze ręce znikają. Śmiało można powiedzieć, że silnik graficzny Chrome w wersji 4 zasługuje na to by być wykorzystywanym w innych produkcjach.

Do dźwięku nie można mieć większych zastrzeżeń gdyż melodie zwłaszcza podczas pojedynków są świetnie dobrane, różne bronie wydają odmienne od siebie odgłosy. Voice acting jest całkiem solidny zwłaszcza w przypadku dwóch głównych bohaterów których docinki między sobą można usłyszeć w trakcie gry. Szkoda tylko, że nie powstało ich więcej gdyż ciągłe wykrzykiwanie brata o tym, że marnujemy pieniądze pakując 5 kulek w przeciwnika zamiast jednej dość szybko staje się nudne. Wielu graczy jest rozżalone brakiem choćby polskich napisów w wersji konsolowej. Niesmaku dodaje to, że piratom udało się w chwilę podmienić pliki odpowiedzialne za napisy i mogą się oni cieszyć grą po polsku (tak samo użytkownicy komputerów których potraktowano lepiej niż graczy konsolowych). To wina Ubisoftu a nie Techlandu ale tym którzy nie znają angielskiego zabierze wiele z zabawy.


Polak na dzikim zachodzie

Nasze krajowe dobro jakim jest Call of Juarez BiB zasłużyło na wysokie noty gdyż to kolejna już po Wiedźminie gra na światowym poziomie. Co prawda gra Techlandu nie jest w stanie zawalczyć z tuzami gatunku jak Call of Duty, Bioshock czy Half Life, lecz spokojnie może stać w Top 15 a może nawet Top 10 gier FPP obecnej generacji. Dodając do tego wyjątkowe usytuowanie miejsca akcji CoJ jest to tytuł po który warto sięgnąć aby zachęcić rodaków do tworzenia coraz to lepszych gier (aż się boje co wyjdzie z Dead Island jeśli ekipa posiedzi trochę nad nim).

piątek, 10 lipca 2009

poniedziałek, 6 lipca 2009