
Złe gorszego początki
Wakacje to taki szalony czas kiedy jednego dnia jest tysiąc rzeczy do zrobienia, następnego umiera się na kacu. Potem nagle nie ma nic do roboty. można ująć to inaczej do roboty się coś znajdzie ale się nie chce. Niestety nie udało mi się rozwiązać tego problemu (klina klinem w tym wypadku nie działa). Jednak jakimś cudem się wysiliłem na tyle, że znalazłem gdzieś pudełko z nowym Destroy All Humans!. Wizyta Furona jeszcze na PS2 była całkiem przyjemna więc może i będzie tak tym razem.
Przybyłem, zdobyłem, przepiłem
Bohater poprzednich dwóch odsłon serii -Crypto dorobił się sporego majątku. Jest właścicielem kasyna w Los Paranos (kopia Las Vegas). Jednak jak to przystało na lata 70. mafia najbardziej skorumpowanego na świecie miasta chce położyć swoje grube jak kiełbaski palce na dobytku kosmity. Jedyną reakcją na takie działanie może być odwet tym razem w wersji kosmicznej. Wendetta zostaje jednak przerwana przez atak innej rasy kosmitów. Wszystko to jest początkiem znacznie większej afery, pełnej zwrotów akcji i wielkich sekretów. Nasz bohater z innej planety będzie miał okazje odwiedzić wspomniane Las Paranos, Sunnywood (Hollywood), Shen Long (Hong Kong), Belleville (Paryż) i swoją ojczystą planetę. Niestety fabuła tej gry jest wręcz głupia. Każdy kolejny akt tej tragedii zmusza gracza do częstszego zadawania pytania "Jak oni na to wpadli?". Crypto wykonuje monotonne a na dodatek durne zadania które nie mają większego znaczenia dla głównego wątku tylko po to by brnąć dalej w tym bezsensie. Plusem w tym wypadku jest to że na mapę przypada jakieś 5 misji z których każda pęka w mniej niż 10 minut.
Litania nienawiści
Nasz cel ogranicza się zawsze do porwania kogoś, zniszczenia czegoś lub zabicia jakiegoś stworka. Przyznać trzeba, że robi się to całkiem przyjemnie. Kiedy grupa ludzi ucieka przed nami tylko po to by zginąć pod kołami ciężarówki na ustach automatycznie pojawia się uśmiech. Bossowie natomiast to śmiech na sali gdyż padają tak szybko jeśli nie szybciej niż zwykli przeciwnicy. Całkiem bogata gama broni z urządzeniem do przeprowadzania kolonoskopii czy olbrzymia muchołapka na czele. Do tego dochodzą niestety nadużywane w misjach moce telekinetyczne
Możliwość przejęcia ciała przypadkowego przechodnia czy wyczytania jego myśli jest fajna. Szkoda tylko że ten element powtarza się w każdej misji. Możemy jeszcze zatrzymać na chwilę czas, tworzyć z przeciwnika magnes przyciągający wszystko naokoło i rzucać za pomocą umysłu przedmiotami lub ludźmi. Poza tym zestawem umiejętności dostarczono nam jeszcze Ufo którym wykonuje się największą demolkę. Arsenał jest wiec naprawdę pokaźny i różnorodny. Szkoda tylko że niektóre bronie sa tak potężne, że nie opłaca się używać nic poza nimi. Ion Canon (coś na wzór wyrzutni granatów) jest niezastąpione i niezbędne do zrobienia porządnej zadymy. Poza bardzo krótkim wątkiem głównym na gracza czekają dodatkowe zadania nazwane Odd Jobs a także wyzwania polegające na pokonaniu ustalonej trasy przed upływem czasu. Do tego zeszczę trochę przedmiotów do zbierania. Wszystko to starcza jednak na max 8 godzin gry, spędzonych na wyzywaniu autorów za to co zrobili z pozostałymi elementami gry.
Dlatego nie kładzie się konsoli/pieca na grzejniku
Gameplay mimo wszystkich błędów nadrabia wady fabuły. Grałoby się całkiem przyjemnie gdyby nie spartolenie całej reszty. Bugi jakie występują w tej grze czynią ją niemal niegrywalną. Utknięcie w chodniku czy budynku zdarzają się na każdym kroku i zmuszają do resetu konsoli. Trudno uwierzyć, że ten tytuł jakimś cudem przeszedł przez beta-testy. Ilość problemów jakie się pojawiają podczas wykonywania najprostszych czynności jest nierealna. Dźwięk jest praktycznie niezauważalny. Skromna ilość melodii ma umilić destrukcję lecz tego nie czyni. Voice-Acting z dolnej półki ale pasuje do kiczowatej konwencji gry. Dialogi i monologi głównego bohatera mają naśmiewać się z kultury lat siedemdziesiątych i to czynią. Porównując ten element do oprawy wizualnej twórca należy się pochwała. Grafika natomiast zasługuje na miano największej tragedii konsol Anno Domini 2009. Użyty tutaj Unreal Engine w wersji 3 wygląda po prostu strasznie. Wiadomo że od gier typu Sandbox nie wymaga się tyle co na przykład od FPP ale jeśli tytuł na konsolę obecnej generacji wygląda gorzej niż gry z PSP to dobrze nie jest. Budynki doczytują się praktycznie dopiero wtedy kiedy stoimy na ich szczycie. Te wady dyskwalifikują ten tytuł w oczach każdego człowieka pozbawionego tendencji masochistycznych..
E.T go Home
DAH: Path of the Furon nie jest tytułem w który powinien grać ktokolwiek poza łowcami achievementów (wersja na PS3[na szczęście] nie posiada pucharków). Lawina wad zasypała doszczętnie wszystkie wartościowe elementy tej gry. Nawet GOPRowcy nie dokopią się do szczątków grywalności jakie tkwią w tym tytule. Wielka szkoda bo pomysł na GTA z kosmitami był arcyciekawy.
0 komentarze:
Prześlij komentarz