poniedziałek, 30 marca 2009
Slaughterhouse na żywo
Slaughterhouse - Onslaught (Live) from 2dopeboyz.com on Vimeo.
Całkiem nowa ekipa lirycznych rzeźników jest już pewnością. Na tym klipie widać jak ziomy wykonują na żywo razem jeden z kilku kawałków które nagrali. Onslaught bo tak nazywa się ten utwór jest całkiem niezły i każdy emce pokazuje na co go stać przy mikrofonie. Szykuje się dobra konkurencja dla supergrupy EmC.
iTunes iChuj
Zwęglone szare komórki zrobiły ze mnie paranoika który nie przebiera w słowach kiedy coś nawet niepozornie banalnego go denerwuje. Stara się on oczywiście powstrzymywać swoje chore napady szaleństwa ale iTunes od Apple potrafi go wykończyć. Program jest tragiczny i uwielbia się zawieszać. Jeśli ktoś ma ponad 200gb muzy na kompie to doczytywanie się okładek potrwa wieki.
sobota, 21 marca 2009
UR Krazy Man
Jena z moich ulubionych scen w filmie Juice a zarazem całkiem fajny i mocny cytat który posłużył kilku dj'om do całkiem fajnych remixów.
Jako bonus skecz ze świetnego In Living Color który idealnie pasuje na przedmiot Ethnic Minorities on American Tv który to jest moją wspaniałą opcjonalką na ten semestr.
Jako bonus skecz ze świetnego In Living Color który idealnie pasuje na przedmiot Ethnic Minorities on American Tv który to jest moją wspaniałą opcjonalką na ten semestr.
Odgrzejmy trzy kotlety na ucztę
Jakiś czas temu zjechałem Feast2. Teraz trochę żałuje bo jednak ta tandeta i jak to podobno się mówi żal.pl (wtf do ludzi co tak nawijają) jest nawet jakoś znośna w dobrym towarzystwie lub jeśli uda nam się w jakikolwiek sposób zapomnieć myśleć to przygoda z tym cyklem nie jest tragiczna.
Feast III Happy Endings to kontynuacja losów postaci z poprzednich dwóch części. Początek filmu pokrywa się z ostatnimi minutami 2. przedstawia jednocześnie jeszcze raz bohaterów (niektórych tylko po to by w ułamku sekundy wykluczyć z zabawy). Nie chcąc psuć wam zabawy powiem tylko tyle że pewne postacie nie kończą tak jakby sie nam wydawało a nowi pomyleńcy tacy jak nastoletni mistrz karate czy upośledzony magik pasują idealnie do reszty bandy.
Nasza ekipa nadal próbuje wydostać się z miasta opętanego przez potwory nieznanego pochodzenia. Tym razem na ich drodze poza głupotą pojawiają się kolejne przeszkody takie jak Tankopodobny stwór (przypomina trochę potwora z Left 4 Dead), czy ludzio-zombie-mutanty. Z rzeczy bardziej interesujących/odrażających w końcu zobaczymy co się dzieje z osobą która zostaje brutalnie zgwałcona, co znaczy amerykańskie powiedzonko " kick shit out of someone". Reżyser i scenarzyści chcielu nam tez pokazać, że z powodu niepełnosprawnosći nie powinniśmy czuć się wykluczeni ze społeczeństwa czy grupy w jakiej przebywamy. Poruszyli oni również poważny problem zbyt powszechnego dostępu do broni palnej. Tyle poważnych tematów w tak na pierwszy rzut oka banalnym i nic nie wartym filmie. Co do wisienki na torcie czyli gore to nie uświadczymy go tak znowu wiele i można mieś uczucie plastikowości czy komputerowości pewnych scen tego typu ale patent z wyciągeniem flaków poprzez organy reprodukcyjne kobiet jest na tyle postrany, że fan poprzedników powinień poczuć się jak w domu.
Największym plusem Feast3 tak jak miało to miejsce w poprzedniej odsłonie są dwie panie punk/ghotic czy cośtam które ponownie odsłaniają swoje wdzięki i liczne tatuaże. Do tego dochodzi jeszcze zakończenie tak wzięte z kosmosu, że nikt nie mógł go przewiedzieć.
Profesjonalny krytyk powiedziałby, że cały film jest do niczego i uznał każdy jego element za wadę. Ja tymczasem nie zjadę nic bo film jest tak słaby i tandetny że pewnie stanie się obrazem kultowym w kegach fanów kina z pułki Z. Tym razem nie mam twórcą za złe jekości i zawartości tej produkcji. Ponoć sami się przyznali że był to skok na kasę, a odcinanie kuponów od całkiem solidnego i fajnego pierwszego filmu już tak nie razi jak przy dwójce która była dla mnie butem na twarz.
Gdyby ten film wylądował w pakiecie Grindhouse i miał taka obsadę jak dziełko Rodrigueza to pewnie byłby wychwalany i zbierał całkiem niezłe noty. Niestety nie jest to produkcja tego kalibru i wyląduje w czytniku dvd tylko tych zboczeńców których kupa nie odstrasza ale kręci.
Feast III Happy Endings to kontynuacja losów postaci z poprzednich dwóch części. Początek filmu pokrywa się z ostatnimi minutami 2. przedstawia jednocześnie jeszcze raz bohaterów (niektórych tylko po to by w ułamku sekundy wykluczyć z zabawy). Nie chcąc psuć wam zabawy powiem tylko tyle że pewne postacie nie kończą tak jakby sie nam wydawało a nowi pomyleńcy tacy jak nastoletni mistrz karate czy upośledzony magik pasują idealnie do reszty bandy.
Nasza ekipa nadal próbuje wydostać się z miasta opętanego przez potwory nieznanego pochodzenia. Tym razem na ich drodze poza głupotą pojawiają się kolejne przeszkody takie jak Tankopodobny stwór (przypomina trochę potwora z Left 4 Dead), czy ludzio-zombie-mutanty. Z rzeczy bardziej interesujących/odrażających w końcu zobaczymy co się dzieje z osobą która zostaje brutalnie zgwałcona, co znaczy amerykańskie powiedzonko " kick shit out of someone". Reżyser i scenarzyści chcielu nam tez pokazać, że z powodu niepełnosprawnosći nie powinniśmy czuć się wykluczeni ze społeczeństwa czy grupy w jakiej przebywamy. Poruszyli oni również poważny problem zbyt powszechnego dostępu do broni palnej. Tyle poważnych tematów w tak na pierwszy rzut oka banalnym i nic nie wartym filmie. Co do wisienki na torcie czyli gore to nie uświadczymy go tak znowu wiele i można mieś uczucie plastikowości czy komputerowości pewnych scen tego typu ale patent z wyciągeniem flaków poprzez organy reprodukcyjne kobiet jest na tyle postrany, że fan poprzedników powinień poczuć się jak w domu.
Największym plusem Feast3 tak jak miało to miejsce w poprzedniej odsłonie są dwie panie punk/ghotic czy cośtam które ponownie odsłaniają swoje wdzięki i liczne tatuaże. Do tego dochodzi jeszcze zakończenie tak wzięte z kosmosu, że nikt nie mógł go przewiedzieć.
Profesjonalny krytyk powiedziałby, że cały film jest do niczego i uznał każdy jego element za wadę. Ja tymczasem nie zjadę nic bo film jest tak słaby i tandetny że pewnie stanie się obrazem kultowym w kegach fanów kina z pułki Z. Tym razem nie mam twórcą za złe jekości i zawartości tej produkcji. Ponoć sami się przyznali że był to skok na kasę, a odcinanie kuponów od całkiem solidnego i fajnego pierwszego filmu już tak nie razi jak przy dwójce która była dla mnie butem na twarz.
Gdyby ten film wylądował w pakiecie Grindhouse i miał taka obsadę jak dziełko Rodrigueza to pewnie byłby wychwalany i zbierał całkiem niezłe noty. Niestety nie jest to produkcja tego kalibru i wyląduje w czytniku dvd tylko tych zboczeńców których kupa nie odstrasza ale kręci.
Dragon SpierdBall
Dragon Ball : Evolution
Jak jakieś 80% ludzi którzy spędzali swoje młodzieńcze dni w szalonym okresie lat dziewięćdziesiątych wychowałem się na japońskiej animacji i kultowym w wielu kręgach jej przedstawicielu - serii Dragon Ball. Te poprzekręcane nazwy postaci i nakładane polskiego lektora na francuskie głosy to było właśnie to co trzymało ludzi przed telewizorem z odpalonym RTL7/TVN7. Niestety ktoś postanowił zrobić z tej świętości Toriamy film i nie grał w nim Brad Pitt!!! To co z tego projektu wyszło przejdzie do legendy kina.

Nic wspaniałego z tego co wyszło, a jedyne co zostanie zapamiętane to wyjątkową zdolność ludzi odpowiedzialnych za scenariusz. To oni zniszczyli coś co małym nakładem sił mogłoby przynieść niezłą kasę. Sam film jest swoistą reinterpretacją oryginalnej historii gdzie zamiast dzieciaka Goku mamy młodzieńca a część postaci wyparowała. Fabuła w skrócie wygląda następująco
Tysiące lat temu demon z planety Namek zaatakował i zniszczył prawie całą niebieską planetę. 7 mistrzom udało się go uwięzić, kosztowało ich to jednak życie. Teraz bestia ma powrócić a jedyne co może ją powstrzymać to siedem smoczych kul i tajemniczy młodzieńiec Goku którego przeszłość i pochodzenie jest owiana tajemnicą.
Jak jakieś 80% ludzi którzy spędzali swoje młodzieńcze dni w szalonym okresie lat dziewięćdziesiątych wychowałem się na japońskiej animacji i kultowym w wielu kręgach jej przedstawicielu - serii Dragon Ball. Te poprzekręcane nazwy postaci i nakładane polskiego lektora na francuskie głosy to było właśnie to co trzymało ludzi przed telewizorem z odpalonym RTL7/TVN7. Niestety ktoś postanowił zrobić z tej świętości Toriamy film i nie grał w nim Brad Pitt!!! To co z tego projektu wyszło przejdzie do legendy kina.

Nic wspaniałego z tego co wyszło, a jedyne co zostanie zapamiętane to wyjątkową zdolność ludzi odpowiedzialnych za scenariusz. To oni zniszczyli coś co małym nakładem sił mogłoby przynieść niezłą kasę. Sam film jest swoistą reinterpretacją oryginalnej historii gdzie zamiast dzieciaka Goku mamy młodzieńca a część postaci wyparowała. Fabuła w skrócie wygląda następująco
Tysiące lat temu demon z planety Namek zaatakował i zniszczył prawie całą niebieską planetę. 7 mistrzom udało się go uwięzić, kosztowało ich to jednak życie. Teraz bestia ma powrócić a jedyne co może ją powstrzymać to siedem smoczych kul i tajemniczy młodzieńiec Goku którego przeszłość i pochodzenie jest owiana tajemnicą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)