Jako, że trochę na świecie się ruszyło a miesiąc się skończył warto go nieobiektywnie podsumować.
-Afera z Gościem Niedzielnym. Nie będę piać o naruszaniu wolności słowa czy innych bzdurach. Powiem tyle, że gdybym ja publikował swoje myśli na temat czynu Alicji Tysiąc dostał bym jakiś solidny wyrok i zapadł w sen zimowy w przyjemnej i cieplutkiej celi (nie grzeję puki niedźwiedzie polarne nie wrócą na ulice)
-Roman P. i jego niegodziwe czyny. Sam reżyser nie denerwuje mnie tak bardzo. też pewnie migałbym się od kary jak to możliwe (bohatery od linczu we Włodowej). Cały ten front wyzwolenia wielkiego więźnia politycznego i męczennika. Tym co go tak bronią zwłaszcza nazywając laskę dziwką itp. mogę powiedzieć tylko- "Gratulacje". Pedofilia nie działa chyba wybiórczo?
+ Marvel Ultimate Alliance 2
+ Powrót seriali na anteny telewizyjne. Klan Pierwsza Miłość wracają. Do tego stuff z USA i mamy całkiem porządny początek miesiąca.
środa, 30 września 2009
sobota, 26 września 2009
Achievementy popsuły wszystko
Jeszcze do niedawna największą satysfakcją podczas grania była możliwość dokopania kumplowi. Wgniecenia go w ziemię za pomocą fraga zrobionego z rocket jumpa, perfecta dzięki naszym masherskim zdolnością czy zdublowania go podczas wyścigu. Teraz gra się głównie online więc nie ma już tego klimatu. Ewentualnie radość mogło nam zapewnić przjście jakiegoś erpega (zwłaszcza bez memorki) lub odkrycie jakiegoś "sekretu" podczas sesji w MGSa (jest więcej niż jedno zakończenie[kiedyś trza będzie napisać więcej o tej gierce]). Obecnie to achievementy są tym co napawa graczy dumą. Możliwość pochwalenia się całmu światu naszymi wyczynami pozwala podnieść samoocenę niejednemu dzieciakowi. Hikikomori nie wychodzący ze swego pokoju przez kilka lat jest królem dla ludzi z różnych zakątków świata tylko dzięki temu że ma kwadrylion tysięcy punktów czy ilość trofeów większą od ilości włosów na całym ciele.
Sam nie jestem bez winy. Przesiaduję na stronce poświęconej punkciakom, przeglądatm dokładnie listę przed zakupem gry. Cholera nawet zdarzyło mi się boostować kille w jakichś grach.
Sam nie jestem bez winy. Przesiaduję na stronce poświęconej punkciakom, przeglądatm dokładnie listę przed zakupem gry. Cholera nawet zdarzyło mi się boostować kille w jakichś grach.
piątek, 25 września 2009
Tokko wpadka
GTO jest dla mnie czymś takim jak kaseta z Nieśmiertelnym2 , Ubik, winyl z Thrillerem czy Tanki z Pegazusa. Przygody Onizuki wciągnęły mnie w nową dziedzinę z którą miałem wcześniej raczej sporadyczną wiedzę. Jasne miałem kontakt z anime tak samo jak grałem wcześniej w inne gry. Po prostu ten tytuł wywarł dośc duży wpływ na to kim jestem dzisiaj. Dlatego też ojciec takiego dzieła nie może się pomylić. Jeśli on (Thoru Fujisaawa) tworzy jakąś inną mangę/anime to musi to być równie genialne. Niestety takie założenie okazało się błędne.
Pomysł jest naprawdę fajny mimo, że momentami zalatuje to wszystko lekko Bleachem, Naruto czy Pokemonami (10 kawałków gotta catch' em all).
Pomysł jest naprawdę fajny mimo, że momentami zalatuje to wszystko lekko Bleachem, Naruto czy Pokemonami (10 kawałków gotta catch' em all).
czwartek, 24 września 2009
środa, 23 września 2009
Need For Speed: Shift
pNeed for Speed to jedna z najstarszych i najdłużej się ciągnących serii gier wyścigowych. Kiedyś była wybitna marka konkurująca z czołówką gatunku. Po opartym na filmie Szybcy i wściekli NFS Underground doszło jednak to pewnej zmiany w odbiorze tego cyklu. Kolejne odsłony były coraz chłodniej przyjmowane przez graczy a inne "ścigałki" wyprzedziły Need for Speed o kilka długości.
Pasmo wizerunkowych porażek zmusiło twórców do zmiany koncepcji. Wyjściem było albo porzucenie marki albo dostosowanie jej do potrzeb fanów.
Receptą EA na ten problem stało sie stworzenie trzech odrębnych podserii skierowanych do różnych typów graczy. Gracze powinni być w tym zadowoleni a akcjonariusze Electronic Arts uzyskają znacznie większe dochody z trzech zamiast jednej gry rocznie. Na pierwszy ogień poszedł Shift, porzucający uliczne wyścigi na rzecz
"Picture me Rolling in mY 500 benz"
I live my life a quarter mile at a time.
Wypijmy za błędy
Shift mimo ogólnego bardzo dobrego wrażenia zalazł mi za skórę w kilku kwestiach. Pierwszym i największym grzechem jest czas wczytywania się tras.
Część graczy może denerwować pseudo realizm tej gry. Nie jest to ani typowe arcade ani symulator z prawdziwego zdarzenia. Fanów pierwszego typu może zniechęcić cała otoczka
Innych odepchnie prymitywna wręcz możliwość tunningu a także model jazdy. Wyścigi tutaj nie stanowią takiego wyzwania jak u konkurencji a samo wchodzenie w zakręt nawet na najwyższym poziomie realizmu jest dalekie od prawdy. Można na to jednak spojrzeć nie jako wadę ale zaletę. Pewna bardziej casualowa grupa graczy wyścigowych znajdzie tutaj wystarczający poziom wyzwań jednocześnie nie zostanie odepchnięta poziomem trudności.
Niewybaczalny jest natomiast czas długości gry. Kariera jest zdecydowanie zbyt krótka. Nie ma tutaj tego powolnego pięcia się po szczeblach drabiny kierowców aby zasiąść na szczycie.
Pasmo wizerunkowych porażek zmusiło twórców do zmiany koncepcji. Wyjściem było albo porzucenie marki albo dostosowanie jej do potrzeb fanów.
Receptą EA na ten problem stało sie stworzenie trzech odrębnych podserii skierowanych do różnych typów graczy. Gracze powinni być w tym zadowoleni a akcjonariusze Electronic Arts uzyskają znacznie większe dochody z trzech zamiast jednej gry rocznie. Na pierwszy ogień poszedł Shift, porzucający uliczne wyścigi na rzecz
"Picture me Rolling in mY 500 benz"
I live my life a quarter mile at a time.
Wypijmy za błędy
Shift mimo ogólnego bardzo dobrego wrażenia zalazł mi za skórę w kilku kwestiach. Pierwszym i największym grzechem jest czas wczytywania się tras.
Część graczy może denerwować pseudo realizm tej gry. Nie jest to ani typowe arcade ani symulator z prawdziwego zdarzenia. Fanów pierwszego typu może zniechęcić cała otoczka
Innych odepchnie prymitywna wręcz możliwość tunningu a także model jazdy. Wyścigi tutaj nie stanowią takiego wyzwania jak u konkurencji a samo wchodzenie w zakręt nawet na najwyższym poziomie realizmu jest dalekie od prawdy. Można na to jednak spojrzeć nie jako wadę ale zaletę. Pewna bardziej casualowa grupa graczy wyścigowych znajdzie tutaj wystarczający poziom wyzwań jednocześnie nie zostanie odepchnięta poziomem trudności.
Niewybaczalny jest natomiast czas długości gry. Kariera jest zdecydowanie zbyt krótka. Nie ma tutaj tego powolnego pięcia się po szczeblach drabiny kierowców aby zasiąść na szczycie.
sobota, 19 września 2009
Wojna domowa od wielu wieków trwa
Fabuła Marvel Ultimate Alliance 2 za bazę swoich wydarzeń bierze słynną wojnę domową jaka zaistniała w uniwersum Marvel w roku 2006 {Ciekawostka- Śmierć jednego z bohaterów poruszana była nawet w Wydarzeniach telewizji Polsat}. Ci którzy nie zagłębili się w ten cykl komiksowy powinni jednak odnaleźć się bez problemu w świecie gry. W skrócie: Tragedia (612 ofiar śmiertelnych) powoduje przegłosowanie ustawy o obowiązkowym zarejestrowaniu się wszystkich zamaskowanych (mają być urzędnikami państwowymi niczym nauczyciele). Uosobienie amerykańskiego stylu życia z jego wszystkimi swobodami- Kapitan Ameryka staje na czele tych którzy nie godzą się na podanie swoich danych osobowych i pozbawienie praw obywatelskich. Naprzeciw niemu występuje Ironman, który to staje się długim metalowym ramieniem sprawiedliwości w wersji ustawowej. Wydarzenia te w wyrażny sposób nawiązują do zamachu na World Trade Center i konsekwencji tego zdarzenia. Niestety developer postanowił dorzucić coś od siebie, i w pewnym momencie cała historia ucieka od pierwowzoru. Cały potencjał Marvel Ultimate Alliance zostaje zmarnowany w ostatnim akcie którego to zakończenie jest odmienne od tego słynnego komiksowego.
Wojna na gesty. Wojna na słowa
Kto nie idzie do przodu ten się cofa
Największą bolączką gry od Vicarious Visions jest brak postępu a wręcz cofnięcie się w stosunku do oryginalnego Marvel Ultimate Alliance. Rozwój postaci na który gracz nie ma praktycznie żadnego wypływu (nie możemy przypisać mocy do danego przycisku jak to było ostatnio). Każdy z dostępnych bohaterów/przestępców może odblokować 1 dodatkowy strój nie wpływający na rozgrywkę (poprzednia wersja umożliwiała odkrycie 3 kostiumów wpływających na statystyki postaci)
Fabuła Marvel Ultimate Alliance 2 za bazę swoich wydarzeń bierze słynną wojnę domową jaka zaistniała w uniwersum Marvel w roku 2006 {Ciekawostka- Śmierć jednego z bohaterów poruszana była nawet w Wydarzeniach telewizji Polsat}. Ci którzy nie zagłębili się w ten cykl komiksowy powinni jednak odnaleźć się bez problemu w świecie gry. W skrócie: Tragedia (612 ofiar śmiertelnych) powoduje przegłosowanie ustawy o obowiązkowym zarejestrowaniu się wszystkich zamaskowanych (mają być urzędnikami państwowymi niczym nauczyciele). Uosobienie amerykańskiego stylu życia z jego wszystkimi swobodami- Kapitan Ameryka staje na czele tych którzy nie godzą się na podanie swoich danych osobowych i pozbawienie praw obywatelskich. Naprzeciw niemu występuje Ironman, który to staje się długim metalowym ramieniem sprawiedliwości w wersji ustawowej. Wydarzenia te w wyrażny sposób nawiązują do zamachu na World Trade Center i konsekwencji tego zdarzenia. Niestety developer postanowił dorzucić coś od siebie, i w pewnym momencie cała historia ucieka od pierwowzoru. Cały potencjał Marvel Ultimate Alliance zostaje zmarnowany w ostatnim akcie którego to zakończenie jest odmienne od tego słynnego komiksowego.
Wojna na gesty. Wojna na słowa
Kto nie idzie do przodu ten się cofa
Największą bolączką gry od Vicarious Visions jest brak postępu a wręcz cofnięcie się w stosunku do oryginalnego Marvel Ultimate Alliance. Rozwój postaci na który gracz nie ma praktycznie żadnego wypływu (nie możemy przypisać mocy do danego przycisku jak to było ostatnio). Każdy z dostępnych bohaterów/przestępców może odblokować 1 dodatkowy strój nie wpływający na rozgrywkę (poprzednia wersja umożliwiała odkrycie 3 kostiumów wpływających na statystyki postaci)
Powroty edycja 2k9
Zakończenie wakacji przynosi smutek dzieciakom które muszą porzucić plażę i alkoholowe wojaże na rzecz szkolnej ławki i zakuwania. Pogoda jest gorsza, dzień krótszy a noce chłodniejsze. Jednak to wtedy gracze i fani produkcji telewizyjnych mogą wyjść ze letniego snu letniego przepełnionego powtórkami.
{poniższa treść może zawierać spojlery}
Supernatural sezon 5
Sam i Dean muszą stanąć naprzeciw największego wyzwania.
{poniższa treść może zawierać spojlery}
Supernatural sezon 5
Sam i Dean muszą stanąć naprzeciw największego wyzwania.
piątek, 18 września 2009
Ekipa brytyjskiego Gamespotu postanowiła podzielić się ze wszystkimi graczami wrażeniami związanymi z nowym dzieckiem Sony. Dwaj panowie ukazują krok po kroku proces odpakowywania konsolki i informują nas jakie to niespodzianki czkają na nas w pudełku. Dzięki temu materiałowi wideo możemy poznać nowe funkcje sprzętu i zdecydować czy wymienimy nasze stare PSP na ten produkt (NIE!). Ci którzy w jakiś sposób mają PSP Go niech się cieszą i chwalą nowym nabytkiem. Reszta z nas musi poczekać do października a w chwili obecnej nacieszyć oczy filmikiem poniżej:
Do mnie niestety wygląd konsolki nie przemawia a do tego brak wejścia na UMD dyskwalifikuje ten sprzęt. Ci którym PSP nie mieściło się w kieszeniach i nie czuli potrzeby targania ze sobą dysków powinni być jednak zadowoleni.
Szczerze muszę przyznać, że w zeszłym roku kupiłem na Allegro podobnie wyglądający przedmiot. Tamten lekko tandetny (ale fajny -był emulator Nesa!!!) sprzęt był bliźniaczy wyglądem do PSP Go. Do tego część funkcji i wielkość pamięci flash się pokrywały. Sorry ale dla mnie to jest wpadka Sony. Niby ekskluzywny przenośny kombajn multimedialny zamienić na coś takiego to lipa.
Do mnie niestety wygląd konsolki nie przemawia a do tego brak wejścia na UMD dyskwalifikuje ten sprzęt. Ci którym PSP nie mieściło się w kieszeniach i nie czuli potrzeby targania ze sobą dysków powinni być jednak zadowoleni.
Szczerze muszę przyznać, że w zeszłym roku kupiłem na Allegro podobnie wyglądający przedmiot. Tamten lekko tandetny (ale fajny -był emulator Nesa!!!) sprzęt był bliźniaczy wyglądem do PSP Go. Do tego część funkcji i wielkość pamięci flash się pokrywały. Sorry ale dla mnie to jest wpadka Sony. Niby ekskluzywny przenośny kombajn multimedialny zamienić na coś takiego to lipa.
sobota, 12 września 2009
Evasive Inquiry Agency
Evasive Inquiry Agency
Trójka przyjaciół w składzie nauczyciel sztuk walki, koleś prowadzący wypożyczalnię komiksów i fałszywa wróżka zrobią prawie wszystko dla kasy. Przez przypadek stają się agencja detektywistyczną która podczas jednej ze spraw znajduje kilka sztuk złota. Zapadają na gorączkę złota i poszukują olbrzymiego skarbu. Do tego wszystkiego milionerka z przerażającą tajemnicą w której jest zakochany jeden z bohaterów, tajne organizacje, podejrzane zleceni i kosmiczne ilości humoru. Śmiało mogę powiedzieć, że jest to jedna z najzabawniejszych Kdram jakie miałem okazje obejrzeć. Humoru jest to naprawdę dużo a do tego główny wątek nie jest banalną historią miłosną.
Ta skrótowa informacja jest najlepszym sposobem w jaki można polecić ten serial. Takie coby było gdyby na jakiś czas można było zostać Indianą Jonesem - poszukiwaczem skarbów.
Trójka przyjaciół w składzie nauczyciel sztuk walki, koleś prowadzący wypożyczalnię komiksów i fałszywa wróżka zrobią prawie wszystko dla kasy. Przez przypadek stają się agencja detektywistyczną która podczas jednej ze spraw znajduje kilka sztuk złota. Zapadają na gorączkę złota i poszukują olbrzymiego skarbu. Do tego wszystkiego milionerka z przerażającą tajemnicą w której jest zakochany jeden z bohaterów, tajne organizacje, podejrzane zleceni i kosmiczne ilości humoru. Śmiało mogę powiedzieć, że jest to jedna z najzabawniejszych Kdram jakie miałem okazje obejrzeć. Humoru jest to naprawdę dużo a do tego główny wątek nie jest banalną historią miłosną.
Ta skrótowa informacja jest najlepszym sposobem w jaki można polecić ten serial. Takie coby było gdyby na jakiś czas można było zostać Indianą Jonesem - poszukiwaczem skarbów.
piątek, 4 września 2009
Destroy All Humans! Path of the Furon

Złe gorszego początki
Wakacje to taki szalony czas kiedy jednego dnia jest tysiąc rzeczy do zrobienia, następnego umiera się na kacu. Potem nagle nie ma nic do roboty. można ująć to inaczej do roboty się coś znajdzie ale się nie chce. Niestety nie udało mi się rozwiązać tego problemu (klina klinem w tym wypadku nie działa). Jednak jakimś cudem się wysiliłem na tyle, że znalazłem gdzieś pudełko z nowym Destroy All Humans!. Wizyta Furona jeszcze na PS2 była całkiem przyjemna więc może i będzie tak tym razem.
Przybyłem, zdobyłem, przepiłem
Bohater poprzednich dwóch odsłon serii -Crypto dorobił się sporego majątku. Jest właścicielem kasyna w Los Paranos (kopia Las Vegas). Jednak jak to przystało na lata 70. mafia najbardziej skorumpowanego na świecie miasta chce położyć swoje grube jak kiełbaski palce na dobytku kosmity. Jedyną reakcją na takie działanie może być odwet tym razem w wersji kosmicznej. Wendetta zostaje jednak przerwana przez atak innej rasy kosmitów. Wszystko to jest początkiem znacznie większej afery, pełnej zwrotów akcji i wielkich sekretów. Nasz bohater z innej planety będzie miał okazje odwiedzić wspomniane Las Paranos, Sunnywood (Hollywood), Shen Long (Hong Kong), Belleville (Paryż) i swoją ojczystą planetę. Niestety fabuła tej gry jest wręcz głupia. Każdy kolejny akt tej tragedii zmusza gracza do częstszego zadawania pytania "Jak oni na to wpadli?". Crypto wykonuje monotonne a na dodatek durne zadania które nie mają większego znaczenia dla głównego wątku tylko po to by brnąć dalej w tym bezsensie. Plusem w tym wypadku jest to że na mapę przypada jakieś 5 misji z których każda pęka w mniej niż 10 minut.
Litania nienawiści
Nasz cel ogranicza się zawsze do porwania kogoś, zniszczenia czegoś lub zabicia jakiegoś stworka. Przyznać trzeba, że robi się to całkiem przyjemnie. Kiedy grupa ludzi ucieka przed nami tylko po to by zginąć pod kołami ciężarówki na ustach automatycznie pojawia się uśmiech. Bossowie natomiast to śmiech na sali gdyż padają tak szybko jeśli nie szybciej niż zwykli przeciwnicy. Całkiem bogata gama broni z urządzeniem do przeprowadzania kolonoskopii czy olbrzymia muchołapka na czele. Do tego dochodzą niestety nadużywane w misjach moce telekinetyczne
Możliwość przejęcia ciała przypadkowego przechodnia czy wyczytania jego myśli jest fajna. Szkoda tylko że ten element powtarza się w każdej misji. Możemy jeszcze zatrzymać na chwilę czas, tworzyć z przeciwnika magnes przyciągający wszystko naokoło i rzucać za pomocą umysłu przedmiotami lub ludźmi. Poza tym zestawem umiejętności dostarczono nam jeszcze Ufo którym wykonuje się największą demolkę. Arsenał jest wiec naprawdę pokaźny i różnorodny. Szkoda tylko że niektóre bronie sa tak potężne, że nie opłaca się używać nic poza nimi. Ion Canon (coś na wzór wyrzutni granatów) jest niezastąpione i niezbędne do zrobienia porządnej zadymy. Poza bardzo krótkim wątkiem głównym na gracza czekają dodatkowe zadania nazwane Odd Jobs a także wyzwania polegające na pokonaniu ustalonej trasy przed upływem czasu. Do tego zeszczę trochę przedmiotów do zbierania. Wszystko to starcza jednak na max 8 godzin gry, spędzonych na wyzywaniu autorów za to co zrobili z pozostałymi elementami gry.
Dlatego nie kładzie się konsoli/pieca na grzejniku
Gameplay mimo wszystkich błędów nadrabia wady fabuły. Grałoby się całkiem przyjemnie gdyby nie spartolenie całej reszty. Bugi jakie występują w tej grze czynią ją niemal niegrywalną. Utknięcie w chodniku czy budynku zdarzają się na każdym kroku i zmuszają do resetu konsoli. Trudno uwierzyć, że ten tytuł jakimś cudem przeszedł przez beta-testy. Ilość problemów jakie się pojawiają podczas wykonywania najprostszych czynności jest nierealna. Dźwięk jest praktycznie niezauważalny. Skromna ilość melodii ma umilić destrukcję lecz tego nie czyni. Voice-Acting z dolnej półki ale pasuje do kiczowatej konwencji gry. Dialogi i monologi głównego bohatera mają naśmiewać się z kultury lat siedemdziesiątych i to czynią. Porównując ten element do oprawy wizualnej twórca należy się pochwała. Grafika natomiast zasługuje na miano największej tragedii konsol Anno Domini 2009. Użyty tutaj Unreal Engine w wersji 3 wygląda po prostu strasznie. Wiadomo że od gier typu Sandbox nie wymaga się tyle co na przykład od FPP ale jeśli tytuł na konsolę obecnej generacji wygląda gorzej niż gry z PSP to dobrze nie jest. Budynki doczytują się praktycznie dopiero wtedy kiedy stoimy na ich szczycie. Te wady dyskwalifikują ten tytuł w oczach każdego człowieka pozbawionego tendencji masochistycznych..
E.T go Home
DAH: Path of the Furon nie jest tytułem w który powinien grać ktokolwiek poza łowcami achievementów (wersja na PS3[na szczęście] nie posiada pucharków). Lawina wad zasypała doszczętnie wszystkie wartościowe elementy tej gry. Nawet GOPRowcy nie dokopią się do szczątków grywalności jakie tkwią w tym tytule. Wielka szkoda bo pomysł na GTA z kosmitami był arcyciekawy.
czwartek, 3 września 2009
Sayonara Zetsubou Sensei
Na samym początku muszę się przyznać że minęły dobre dwa lata od kiedy oglądałem ostatnio anime na poważnie (więcej niż jeden ep na kilka miesięcy). Wypadłem z obiegu a fora na których aktywnie się udzielałem albo przestały istnieć albo bardzo się zmieniły. Jednak jakaś siła sprawiła, że wczoraj wróciłem na złą ścieżkę oglądacza-pirata( jakby się ktoś pytał to nie moja wina bo nie ma licencji na ten stuff u nas).
Tyle offtopu.
Sayonara Zetsubou Sensei to pierwsza seria anime o pewnym nauczycielu. Tym razem jest to desperat nie widzący sensu w życiu. Próbuje on popełnić samobójstwo przynajmniej raz w tygodniu. Warto teraz wspomnieć że owy twór jest komedia. Jest on wychowawcą przedziwnej zgrai ludzi(głownie dziewcząt) zgrabnie nazwanej klasa 2H. Są tam:
niewidoczny chłopak, dziewczyna która czuje się za wszystko winna, podejrzana optymistka, hikikomori, prześladowca, pedantka, dziewczyna o osobowości mnogiej. Taka zgraja musi stworzyć coś niepowtarzalnego. Tak właśnie jest dzięki skupianiu się w każdym odcinku na innym problemie społecznym Japonii. Zatrzymam się na sekundę przy tej kwestii. W związku z moją "pracą naukową" zajmuje się częścią problemów jakie trapią (głownie młodzież) Kraju Kwitnącej Wiśni. Sayonara poraża tym jak ukazuje wypaczenia tych ludzi. Mimo komediowej przykrywki to jest całkiem ciekawa analiza socjologiczna różnych problemów i podejścia do nich innych. Warto zapoznać się z tym anime także dla klimatu. Jeśli pewnego rodzaju tajemnica i chaos (Inland Empire się kłania) nam pasuje to jest to coś dla nas. Sayonara Zetsubou Sensei ma w sobie to coś co przyciąga mnie do japońskiego kina w wersji Takashi Miike - jest to coś czego nie wyobrażam sobie w innej wersji niż oryginalna.
Tyle offtopu.
Sayonara Zetsubou Sensei to pierwsza seria anime o pewnym nauczycielu. Tym razem jest to desperat nie widzący sensu w życiu. Próbuje on popełnić samobójstwo przynajmniej raz w tygodniu. Warto teraz wspomnieć że owy twór jest komedia. Jest on wychowawcą przedziwnej zgrai ludzi(głownie dziewcząt) zgrabnie nazwanej klasa 2H. Są tam:
niewidoczny chłopak, dziewczyna która czuje się za wszystko winna, podejrzana optymistka, hikikomori, prześladowca, pedantka, dziewczyna o osobowości mnogiej. Taka zgraja musi stworzyć coś niepowtarzalnego. Tak właśnie jest dzięki skupianiu się w każdym odcinku na innym problemie społecznym Japonii. Zatrzymam się na sekundę przy tej kwestii. W związku z moją "pracą naukową" zajmuje się częścią problemów jakie trapią (głownie młodzież) Kraju Kwitnącej Wiśni. Sayonara poraża tym jak ukazuje wypaczenia tych ludzi. Mimo komediowej przykrywki to jest całkiem ciekawa analiza socjologiczna różnych problemów i podejścia do nich innych. Warto zapoznać się z tym anime także dla klimatu. Jeśli pewnego rodzaju tajemnica i chaos (Inland Empire się kłania) nam pasuje to jest to coś dla nas. Sayonara Zetsubou Sensei ma w sobie to coś co przyciąga mnie do japońskiego kina w wersji Takashi Miike - jest to coś czego nie wyobrażam sobie w innej wersji niż oryginalna.
wtorek, 1 września 2009
Batman: Arkham Asylum
Pewne recenzje gier są trudniejsze do napisania niż inne. Kiedy trzeba ocenić tytuł wyczekiwany od lat co do którego ma się kosmiczne wymagania a on okazuje się nie tym na co się czekało. Jeszcze gorzej pisać o czymś czego się po prostu z nieznanego powodu nie lubi od pierwszych zapowiedzi (Fallout 3) jednak gra nie okazuje się tak tragiczna jakbyśmy sobie tego życzyli. Nowe przygody Batmana to jednak kompletnie inny przypadek. Tytuł pojawił się pod koniec sezonu ogórkowego i powalił wszystkich. Wylądował nawet w Księdze rekordów Guinessa. Jeżeli ma się świadomość jaką ocenę należy wystawić grze jednocześnie nie mając 100% pewności dlaczego, jest naprawdę trudno.
Intro musi być!
Pośrodku nocy ulice Gotham przemierza jakiś pojazd. To Batman po raz kolejny powstrzymał Jokera gdy ten siał spustoszenie i śmierć. W ciemności Batmobil mknie do miejsca które jest drugim domem szaleńca. Heros nie ma jednak pojęcia że prawdziwa przygoda i wyzwanie stoją dopiero przed nim. Alterego Wayne'a będzie musiało przeciwstawić się zgrai superprzestępców w ich naturalnym środowisku. Ty drogi graczu pomożesz Nietoperzowi dotrwać do poranka i uratować kolejny raz świat.
A gdzie Cthulhu?
Spoglądając na tytuł najnowszych przygód Mrocznego rycerza wiadomo gdzie będzie toczyć się akcja gry. Zakład psychiatryczny znajdujący się na odizolowanej wysepce, wypełniony najgroźniejszymi przestępcami na Ziemi jest doskonałym miejscem akcji dla niebezpiecznej wyprawy Batmana Powodem jest szalony pomysł Jokera. Jak lepiej załatwić swojego wroga niż zwabić go nieprzygotowanego na swój własny teren, gdzie czeka masa pułapek? Sam Sun Tzu nie powstydziłby się takiego planu pokonania wroga. Klaun ma jednak jeszcze bardziej diaboliczny plan, którego skutkiem w razie powodzenia będzie zniszczenie Gotham. Naszym zadaniem będzie odbicie opanowanego przez szaleńców i kryminalistów wariatkowa. Zadanie nie będzie łatwe do wykonania dzięki czołówce przeciwników Nietoperza. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana i mimo potencjału nie zachwyca. Finał i ostatni pojedynek po naprawdę ciekawym rozkręceniu akcji zawodzą. Jednak znajdźki związane z zadaniami Riddlera znacznie poprawiają sytuację. Taśmy z rozmowami przeprowadzonymi z pacjentami jak i kroniki samego zakładu nadrabiają wszystkie braki wątku głównego. Warto przy tym wspomnieć o voice-actingu, który to jest na najwyższym poziomie. Osoby podkładające głosy pod złoczyńców wypadają świetnie. Joker (znany z Gwiezdnych Wojen i serialu animowanego o Nietoperzu - Mark Hamill) to klasa sama dla siebie. Jest on nieprzewidywalny i wydaje się naprawdę szalonym człowiekiem, a sceny z jego udziałem są prawie najlepszymi momentami gry. Niestety Batman odstaje od reszty i mimo że nie brzmi tak głupio jak w ostatnim filmie, jest zbyt drętwy.
Bat-gadżety + Metal Gear Solid = Batman Arkham Asylum?
Jeśli fabuła nie jest tak genialna, to co sprawia, że Arkham Asylum zbiera tak wysokie noty na całym świecie? Główną zaletą tego tytułu jest gameplay. Na pierwszy rzut oka może się wydawać zlepkiem różnych gatunków. Mamy tutaj przecież elementy skradankowe, typowe bijatykowe zadymy. Jeszcze dodajmy uzyskiwanie nowych umiejętności za odpowiednią ilość zdobytego doświadczenia i proste zagadki. Powstaje bardzo smaczny koktajl. Eksploracja zakładu psychiatrycznego i całej wyspy nie jest nudna dzięki naprzemiennemu stosowaniu tych elementów. Nawet backtracking który pojawia się w pewnym momencie nie męczy. Jest to zasługa gadżetów które zdobywamy wraz z postępem w fabule, a także lekkich modyfikacji miejscówek.
Sprzęt nam udostępniony może wydawać się dość standardowy. Mamy do dyspozycji batrangi o różnych możliwościach (zdalnie sterowane, wyrzucane kilka sztuk naraz), batżel służący do wysadzania ścian. Do tego przeróżne linki pomagające w przemieszczaniu się i dekoder do hackowania pól siłowych. Do części sprzętu można odblokować ulepszenia (łącznie 20) poprzez zdobywanie doświadczenia.
Batman dysponuje jeszcze tak zwanym trybem detektywa w którym to cały świat staje się fioletowo-niebieski dzięki specjalnemu filtrowi. Przeciwnicy poddani są promieniom rentgena, możemy poznać ich puls a także uzbrojenie. Na dodatek wszystkie przydatne elementy otoczenia są odpowiednio oznaczone tak aby wiadomo było które elementy można np. wysadzić a które są niezniszczalne. Sprawuje się to bardzo dobrze. Możemy z niego korzystać praktycznie bez przerwy.
Wszytko to staje się bardzo przydatne podczas elementów skradankowych. Jesteśmy wtedy zamknięci w jakimś pomieszczeniu z grupą wrogów. Naszym celem jest wyeliminowanie ich wszystkich nie dając się wykończyć w międzyczasie. Przeciwnicy nie grzeszą zanadto inteligencją, lecz wynagradzają sobie te braki siłą ognia. Gadżety sprawdzają się tutaj doskonale, pozwalając opracowywać odpowiednie taktyki. Możemy np. posmarować podłogę żelem, po czym użyć linki aby z odległości wyrwać kawałek ściany. Kiedy wróg przyjdzie sprawdzić co się stało my wysadzamy go w powietrze. Działanie „ na Jana”, czy ciche eliminowanie pojedynczych wrogów jest równie skuteczne i satysfakcjonujące. Techniki eksterminacji bandziorów będzie można doskonalić w trybie Challenge gdzie po 8 map przypada na skradanie się (zadania typu Predator) i walkę na małych arenach. Co do samych walk są one ciekawie zrobione. Można wykorzystywać 5 przycisków , wykonując rzuty, skoki, uniki, kontry i kombosy. Przy sprawnym korzystaniu z nich, Batman staje się zabójczą bronią. Jednak aby sobie poradzić z zagrożeniem, równie dobrze wystarczy naciskać przycisk odpowiedzialny za cios. Dzięki temu rozwiązaniu i casual i ktoś bardziej wprawiony będzie mógł cieszyć się obijaniem dziesiątek bandytów.
Tym, co tak naprawdę potrafi zachwycić, to walki z bossami. Moim ulubieńcem stał się Scarecrow. Ten zbrodniarz wykorzystuje lęki swoich wrogów przeciwko nim. Nie zdradzając przebiegu tych starć poinformuję tylko, że ich elementy przypominają nieco zapomniane Eternal Darkness: Sanity's Requiem. Walki ze znanymi lokatorami Arkham są różnorodne i jedyne do czego można się przyczepić to ostatni pojedynek. Może sam w sobie nie jest on taki zły ale chciałoby się aby po wcześniejszych potyczkach było to coś naprawdę wyjątkowego.
Niebieskawo to widzę
Grafika w Arkham Asylum jest naprawdę dobra. Niektóre lokacje wyglądają przepięknie, a ogół to solidna i ciekawa robota. Niestety nie będzie nam dane tym wszystkim się rozkoszować gdyż większość czasu będziemy spędzać we wspomnianym Detective Mode. Zapewniam, że jeżeli chcemy odnaleźć wszystkie znajdźki samemu, prawie cały czas będziemy musieli korzystać z tego trybu. Utrudnia to rozkoszowanie się grafiką i po kilku godzinach takiej gry oczy bolą nas niemiłosiernie lecz czego nie zrobi się dla nagrody... Jeżeli jednak poruszać się będziemy z normalnym widokiem ujrzymy lokacje utrzymane w ciemnej kolorystyce pasującej do horrorów. Dodaje to klimatu zwłaszcza kiedy słuchamy mrocznych kronik zakładu Arkham. Osobną kwestię stanowią modele postaci. O ile te ważniejsze są zrobione solidnie, tak zwykli przeciwnicy wyglądają raczej jak armia klonów niż zgraja bandziorów. To do czego można się jeszcze przyczepić to oczy bohaterów. Podczas przerywników kiedy nasz bohater rozmawia ze strażnikami, oni wyglądają jak naćpani. Ich wzrok skupiony jest ciągle na jednym konkretnym miejscu. Zabawnie wygląda, kiedy jedna z postaci rozwodzi się nad losem zabitego przyjaciela, klęcząc przy nim i wpatrując się w róg pomieszczenia. Design głównych bohaterów jednak to wynagradza. Osoby znające postacie ze świata Batmana jedynie z filmów nie będą miały problemów z rozpoznaniem superprzestępców gdyż mimo własnego designu zachowują elementy charakterystyczne. Wisienka na torcie jest wspomniany już voice-acting, który wynosi oprawę dźwiękową tytułu do konsolowej czołówki .
Pająk, Nietoperz, Rosomak, Surykatka
Przez chwilę warto zastanowić się czy nowy Batman jest naprawdę najlepszą grą bazującą na komiksie. Możliwe, że tak naprawdę jest, dzięki różnorodności stawianych przed nami zadań podczas rozgrywki. Sam jednak nie postawiłbym takiej tezy. Gra jest naprawdę świetna, ale moim zdaniem gorsza od starusieńkiego Punishera, znanego z automatów. To co mogę śmiało powiedzieć, to że Batman Arkham Asylum jest najlepszą komiksową grą konsol obecnej i poprzedniej generacji. Za to Rocksteady należą się ogromne brawa, a wszyscy ci którzy tworzyli niegrywalne crapy (Ironman) powinni się schować ze wstydu.
Przy okazji warto wspomnieć o pucharkach/acziwach. Połowę z nich można zdobyć przechodząc grę. Reszta wpadnie za zaliczenie elementów dodatkowych jak zagadki czy wyzwania. Nie jest to lista która wybija się pomysłowością, ale nagrody są tak rozłożone, że nigdy nie czujemy się tak jakbyśmy coś robili za darmo. Maniacy calaków nie powinni specjalnie cierpieć wykonując zadania, nie jest to jednak jeden z tych tytułów w których punkcicki/trofea zdobywa się praktycznie za nic. Dlatego listę należy poczytać za element pozytywny. Trochę się napracujemy ale przynajmniej nie trzeba boostować.
Zostało jeszcze paru bandziorów do załatwienia.
Po olbrzymim sukcesie tej gry od Rocksteady należy się spodziewać sequelu. Uniwersum Batmana jest na tyle duże, że oprychów i szaleńców do pokonania prędko nie zabraknie. Ja już zacieram ręce. Wspaniałość Arkham Asylum polega chyba na tym, że jest praktycznie dla każdego. Osoba niezaznajomiona z bohaterem Gotham i jego światem będzie mogła zagrać w świetny tytuł z genialnymi pojedynkami z bossami, dobrze zrobionymi elementami skradankowymi i przystępnym systemem walki. Osoba bardziej zainteresowana będzie mogła zająć się rozwiązywaniem zagadek Edwarda Nigmy, poznawaniem historii zakładu i jego mieszkańców. Ci którzy uwielbiają wyzwania będą mogli sprawdzić się w specjalnie do tego przygotowanym trybie Challenge.
Oby nadchodzące Marvel Ultimate Alliance 2 okazało się równie dobrym tytułem o superbohaterach. Wtedy po latach czekania zostalibyśmy rozpieszczeni przez obie największe stajnie komiksowe praktycznie w tym samym czasie. Dla każdego byłoby coś miłego.
I tak jeszcze raz dla pewności. Oceny tej gry nie są przesadzone. Batman: Arkham Asylum jest naprawdę tytułem dla którego warto było przeboleć lato bez gier.
Intro musi być!
Pośrodku nocy ulice Gotham przemierza jakiś pojazd. To Batman po raz kolejny powstrzymał Jokera gdy ten siał spustoszenie i śmierć. W ciemności Batmobil mknie do miejsca które jest drugim domem szaleńca. Heros nie ma jednak pojęcia że prawdziwa przygoda i wyzwanie stoją dopiero przed nim. Alterego Wayne'a będzie musiało przeciwstawić się zgrai superprzestępców w ich naturalnym środowisku. Ty drogi graczu pomożesz Nietoperzowi dotrwać do poranka i uratować kolejny raz świat.
A gdzie Cthulhu?
Spoglądając na tytuł najnowszych przygód Mrocznego rycerza wiadomo gdzie będzie toczyć się akcja gry. Zakład psychiatryczny znajdujący się na odizolowanej wysepce, wypełniony najgroźniejszymi przestępcami na Ziemi jest doskonałym miejscem akcji dla niebezpiecznej wyprawy Batmana Powodem jest szalony pomysł Jokera. Jak lepiej załatwić swojego wroga niż zwabić go nieprzygotowanego na swój własny teren, gdzie czeka masa pułapek? Sam Sun Tzu nie powstydziłby się takiego planu pokonania wroga. Klaun ma jednak jeszcze bardziej diaboliczny plan, którego skutkiem w razie powodzenia będzie zniszczenie Gotham. Naszym zadaniem będzie odbicie opanowanego przez szaleńców i kryminalistów wariatkowa. Zadanie nie będzie łatwe do wykonania dzięki czołówce przeciwników Nietoperza. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana i mimo potencjału nie zachwyca. Finał i ostatni pojedynek po naprawdę ciekawym rozkręceniu akcji zawodzą. Jednak znajdźki związane z zadaniami Riddlera znacznie poprawiają sytuację. Taśmy z rozmowami przeprowadzonymi z pacjentami jak i kroniki samego zakładu nadrabiają wszystkie braki wątku głównego. Warto przy tym wspomnieć o voice-actingu, który to jest na najwyższym poziomie. Osoby podkładające głosy pod złoczyńców wypadają świetnie. Joker (znany z Gwiezdnych Wojen i serialu animowanego o Nietoperzu - Mark Hamill) to klasa sama dla siebie. Jest on nieprzewidywalny i wydaje się naprawdę szalonym człowiekiem, a sceny z jego udziałem są prawie najlepszymi momentami gry. Niestety Batman odstaje od reszty i mimo że nie brzmi tak głupio jak w ostatnim filmie, jest zbyt drętwy.
Bat-gadżety + Metal Gear Solid = Batman Arkham Asylum?
Jeśli fabuła nie jest tak genialna, to co sprawia, że Arkham Asylum zbiera tak wysokie noty na całym świecie? Główną zaletą tego tytułu jest gameplay. Na pierwszy rzut oka może się wydawać zlepkiem różnych gatunków. Mamy tutaj przecież elementy skradankowe, typowe bijatykowe zadymy. Jeszcze dodajmy uzyskiwanie nowych umiejętności za odpowiednią ilość zdobytego doświadczenia i proste zagadki. Powstaje bardzo smaczny koktajl. Eksploracja zakładu psychiatrycznego i całej wyspy nie jest nudna dzięki naprzemiennemu stosowaniu tych elementów. Nawet backtracking który pojawia się w pewnym momencie nie męczy. Jest to zasługa gadżetów które zdobywamy wraz z postępem w fabule, a także lekkich modyfikacji miejscówek.
Sprzęt nam udostępniony może wydawać się dość standardowy. Mamy do dyspozycji batrangi o różnych możliwościach (zdalnie sterowane, wyrzucane kilka sztuk naraz), batżel służący do wysadzania ścian. Do tego przeróżne linki pomagające w przemieszczaniu się i dekoder do hackowania pól siłowych. Do części sprzętu można odblokować ulepszenia (łącznie 20) poprzez zdobywanie doświadczenia.
Batman dysponuje jeszcze tak zwanym trybem detektywa w którym to cały świat staje się fioletowo-niebieski dzięki specjalnemu filtrowi. Przeciwnicy poddani są promieniom rentgena, możemy poznać ich puls a także uzbrojenie. Na dodatek wszystkie przydatne elementy otoczenia są odpowiednio oznaczone tak aby wiadomo było które elementy można np. wysadzić a które są niezniszczalne. Sprawuje się to bardzo dobrze. Możemy z niego korzystać praktycznie bez przerwy.
Wszytko to staje się bardzo przydatne podczas elementów skradankowych. Jesteśmy wtedy zamknięci w jakimś pomieszczeniu z grupą wrogów. Naszym celem jest wyeliminowanie ich wszystkich nie dając się wykończyć w międzyczasie. Przeciwnicy nie grzeszą zanadto inteligencją, lecz wynagradzają sobie te braki siłą ognia. Gadżety sprawdzają się tutaj doskonale, pozwalając opracowywać odpowiednie taktyki. Możemy np. posmarować podłogę żelem, po czym użyć linki aby z odległości wyrwać kawałek ściany. Kiedy wróg przyjdzie sprawdzić co się stało my wysadzamy go w powietrze. Działanie „ na Jana”, czy ciche eliminowanie pojedynczych wrogów jest równie skuteczne i satysfakcjonujące. Techniki eksterminacji bandziorów będzie można doskonalić w trybie Challenge gdzie po 8 map przypada na skradanie się (zadania typu Predator) i walkę na małych arenach. Co do samych walk są one ciekawie zrobione. Można wykorzystywać 5 przycisków , wykonując rzuty, skoki, uniki, kontry i kombosy. Przy sprawnym korzystaniu z nich, Batman staje się zabójczą bronią. Jednak aby sobie poradzić z zagrożeniem, równie dobrze wystarczy naciskać przycisk odpowiedzialny za cios. Dzięki temu rozwiązaniu i casual i ktoś bardziej wprawiony będzie mógł cieszyć się obijaniem dziesiątek bandytów.
Tym, co tak naprawdę potrafi zachwycić, to walki z bossami. Moim ulubieńcem stał się Scarecrow. Ten zbrodniarz wykorzystuje lęki swoich wrogów przeciwko nim. Nie zdradzając przebiegu tych starć poinformuję tylko, że ich elementy przypominają nieco zapomniane Eternal Darkness: Sanity's Requiem. Walki ze znanymi lokatorami Arkham są różnorodne i jedyne do czego można się przyczepić to ostatni pojedynek. Może sam w sobie nie jest on taki zły ale chciałoby się aby po wcześniejszych potyczkach było to coś naprawdę wyjątkowego.
Niebieskawo to widzę
Grafika w Arkham Asylum jest naprawdę dobra. Niektóre lokacje wyglądają przepięknie, a ogół to solidna i ciekawa robota. Niestety nie będzie nam dane tym wszystkim się rozkoszować gdyż większość czasu będziemy spędzać we wspomnianym Detective Mode. Zapewniam, że jeżeli chcemy odnaleźć wszystkie znajdźki samemu, prawie cały czas będziemy musieli korzystać z tego trybu. Utrudnia to rozkoszowanie się grafiką i po kilku godzinach takiej gry oczy bolą nas niemiłosiernie lecz czego nie zrobi się dla nagrody... Jeżeli jednak poruszać się będziemy z normalnym widokiem ujrzymy lokacje utrzymane w ciemnej kolorystyce pasującej do horrorów. Dodaje to klimatu zwłaszcza kiedy słuchamy mrocznych kronik zakładu Arkham. Osobną kwestię stanowią modele postaci. O ile te ważniejsze są zrobione solidnie, tak zwykli przeciwnicy wyglądają raczej jak armia klonów niż zgraja bandziorów. To do czego można się jeszcze przyczepić to oczy bohaterów. Podczas przerywników kiedy nasz bohater rozmawia ze strażnikami, oni wyglądają jak naćpani. Ich wzrok skupiony jest ciągle na jednym konkretnym miejscu. Zabawnie wygląda, kiedy jedna z postaci rozwodzi się nad losem zabitego przyjaciela, klęcząc przy nim i wpatrując się w róg pomieszczenia. Design głównych bohaterów jednak to wynagradza. Osoby znające postacie ze świata Batmana jedynie z filmów nie będą miały problemów z rozpoznaniem superprzestępców gdyż mimo własnego designu zachowują elementy charakterystyczne. Wisienka na torcie jest wspomniany już voice-acting, który wynosi oprawę dźwiękową tytułu do konsolowej czołówki .
Pająk, Nietoperz, Rosomak, Surykatka
Przez chwilę warto zastanowić się czy nowy Batman jest naprawdę najlepszą grą bazującą na komiksie. Możliwe, że tak naprawdę jest, dzięki różnorodności stawianych przed nami zadań podczas rozgrywki. Sam jednak nie postawiłbym takiej tezy. Gra jest naprawdę świetna, ale moim zdaniem gorsza od starusieńkiego Punishera, znanego z automatów. To co mogę śmiało powiedzieć, to że Batman Arkham Asylum jest najlepszą komiksową grą konsol obecnej i poprzedniej generacji. Za to Rocksteady należą się ogromne brawa, a wszyscy ci którzy tworzyli niegrywalne crapy (Ironman) powinni się schować ze wstydu.
Przy okazji warto wspomnieć o pucharkach/acziwach. Połowę z nich można zdobyć przechodząc grę. Reszta wpadnie za zaliczenie elementów dodatkowych jak zagadki czy wyzwania. Nie jest to lista która wybija się pomysłowością, ale nagrody są tak rozłożone, że nigdy nie czujemy się tak jakbyśmy coś robili za darmo. Maniacy calaków nie powinni specjalnie cierpieć wykonując zadania, nie jest to jednak jeden z tych tytułów w których punkcicki/trofea zdobywa się praktycznie za nic. Dlatego listę należy poczytać za element pozytywny. Trochę się napracujemy ale przynajmniej nie trzeba boostować.
Zostało jeszcze paru bandziorów do załatwienia.
Po olbrzymim sukcesie tej gry od Rocksteady należy się spodziewać sequelu. Uniwersum Batmana jest na tyle duże, że oprychów i szaleńców do pokonania prędko nie zabraknie. Ja już zacieram ręce. Wspaniałość Arkham Asylum polega chyba na tym, że jest praktycznie dla każdego. Osoba niezaznajomiona z bohaterem Gotham i jego światem będzie mogła zagrać w świetny tytuł z genialnymi pojedynkami z bossami, dobrze zrobionymi elementami skradankowymi i przystępnym systemem walki. Osoba bardziej zainteresowana będzie mogła zająć się rozwiązywaniem zagadek Edwarda Nigmy, poznawaniem historii zakładu i jego mieszkańców. Ci którzy uwielbiają wyzwania będą mogli sprawdzić się w specjalnie do tego przygotowanym trybie Challenge.
Oby nadchodzące Marvel Ultimate Alliance 2 okazało się równie dobrym tytułem o superbohaterach. Wtedy po latach czekania zostalibyśmy rozpieszczeni przez obie największe stajnie komiksowe praktycznie w tym samym czasie. Dla każdego byłoby coś miłego.
I tak jeszcze raz dla pewności. Oceny tej gry nie są przesadzone. Batman: Arkham Asylum jest naprawdę tytułem dla którego warto było przeboleć lato bez gier.
Subskrybuj:
Posty (Atom)